Australia

Adelaide – to nie jest miasto starych ludzi

Adelaide. Miasto, które tak jak cała Australia Południowa nie kojarzy się z niczym. Przez samych mieszkańców uznawane jest za nudne i senne, przez resztę Australii za miasto starych ludzi i dla starych ludzi. Faktycznie, nie jest to najbardziej ekscytujące miasto świata, na szczęście nikt nie każe nam tam mieszkać, a na kilkudniowy pobyt jest w sam raz.DSC_0839

Po co jechać do Adelaide? Ma 1,3 miliona mieszkańców, a obszar 11 (!) razy większy od Wrocławia. Leży między morzem, a górami, więc jak komuś znudzi się grzanie tyłka na jednej z plaż, może się udać na wędrówkę po Adelaide Hills, zahaczając po drodze o jakiś festiwal (najlepiej w lutym/marcu, Adelaide Fringe Festiwal, drugi największy na świecie festiwal sztuk wszelakich).

Adelaide jest jak senne nadmorskie miasteczko, któremu trochę za bardzo się urosło. Albo rozrosło. Po co więc jechać do Adelaide? Co warto zobaczyć?

  • Po spokój jak całej Australii Południowej.
  • Przejść się po wszystkich molach a Adelaide i obejrzeć z nich zachody słońca (Glenelg Jetty, Henley Jetty, Semaphore Jetty, Largs, Brighton…).

    DSC_0118
    Glenelg Jetty

  • Posiedzieć na pięknej, szerokiej plaży, a potem przejść się deptakiem przez Glenelg/Henley Beach/Semaphore.

    DSC_0108
    Piaszczyste plaże Adelaide

  • Przejść się przez najspokojniejsze centrum 1,3milionowego miasta – wzdłuż rzeki Torrens od Uniwesytetu do Centrum Festiwalowego, kładką z wodospadem na końcu na drugą stronę pod Stadion Adelaide Oval i drugim brzegiem z powrotem.
  • Powtórzyć Centrum Festiwalowe – kładkę – Adelaide Oval w nocy.
  • Port Adelaide – dla mnie taki trochę Teksas. Piękne zabudowania starej części miasta (1837, starość po australijsku). Spacer obowiązkowy, a dla tych, którzy lubią połączenie industraliu z delfinami – rejs po rzece portowej i obserwowanie delfinów skaczących między drobnicowcami z Panamy. Ciekawostka: są to jedyne na świecie delfiny żyjące sobie dziko w obrębie miasta. Cena: ok. 8$, Dolphin Explorer.DSC_0213DSC_0197
  • Glenelg – jedna z najstarszych części Adelaide (1836, nigdy nie przestanie mnie to bawić). Plaża, molo, skwerki, trawniki, stare budynki i coś, co niestety zepsuto: klimatyczny stary tramwaj. Niestety zostało po nim tylko wspomnienie, teraz jeździ nowy i niskopodłogowy.DSC_0854
  • Rundle Mall – taka ulica Świdnicka Adelaide. A na niej lokalne gwiazdy: dwie srebrne kule i rzeźba świń. Świnie zostały gdzieś przez internet uznane za jedną z najciekawszych rzeźb świata. Ktoś nie był na Jatkach.

Adelaide nie ma drapaczy chmur ani wielkomiejskiego klimatu. Grzechem jest jednak stwierdzenie, że nic tam nie ma. To inna Australia niż Sydney, czy Melbourne. Spokojniejsza, mniej turystyczna, może przez to prawdziwsza? Nie ma tu dzikich tłumów, co z jednej strony może o czymś świadczyć, a z drugiej też. Hipotetycznie: nuda, mało atrakcji, nieodkryte perełki, niezadeptane plaże i natura, turystyka niszowa. Adelaide hipsterem Australii?

2 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

%d bloggers like this: