Azja,  Malezja

Langkawi – czy świat zawsze musi być rajską plażą?

Jest urlop, daleki, egzotyczny, to musi być rajska plaża, prawda? Bo co to za urlop, jeśli krajobraz nie jest fototapetą? Zwłaszcza jeśli leci się na wyspę, a wyspa nazywa się Langkawi, co samo w sobie brzmi egzotycznie, dziko i jak koniec świata. Czyż nie?

Wakacje z obrazka

Tropikalne wakacje muszą być jak z obrazka: biały piaseczek, lazurowa woda, przechylona palma, pusta plaża. Ewentualnie może być tubylec. Jakikolwiek inny wczasowicz przecież zaburzyłby rajskość i błogość wakacji z Instagrama. Właśnie. Instagram.

Robimy fotki pięknych miejsc, oglądamy fotki pięknych miejsc, a potem oburzamy się, że Langkawi to nie bezludna wyspa na końcu świata, tylko malezyjskie Międzyzdroje. Teraz pojawia się pytanie: czy to źle? Czy widoczki na Instagramie złe, czy Międzyzdroje złe? Zaryzykuję i stwierdzę, że nie. Ot, trochę kontrowersji. Wyjaśnię właśnie na przykładzie Langkawi. Rajska wyspa to to nie jest, za to Międzyzdroje na pewno. A ja nie mam nic przeciwko.

Raj vs wolność

Langkawi można podzielić na kurort – Pantai Cenang – i resztę wyspy. Będąc w pełni władz umysłowych wybrałam kurort. Transportu publicznego na wyspie brak, więc co z tego, że zamieszkasz na jej bardziej bezludnym końcu, z prawie bezludną plażą. Utkniesz tam i będziesz zdany/-a na Graba (lokalnego Ubera). Czułabym się jak w klatce, dreptając w tę i z powrotem po tej bardziej rajskiej plaży. Co to za wakacje, jak nie można spontanicznie pójść na kawę. Zatem wygrywają Międzyzdroje. To znaczy Pantai Cenang.

A co z tą rajską plażą? Cóż, plaża w Pantai Cenang może wyglądać tak:

Sitting at the Langkawi beach

Poza tym wygląda też tak:

Plaża w Pantai Cenang na Langkawi

Czy to źle? Nie. Czy Instagram w tym przypadku kłamie? Też nie, to przecież ta sama plaża. Tylko punkt obserwacji zależy od punktu siedzenia. Dosłownie. Jak bardzo byśmy nie marudzili na to, że Instagram nas oszukuje, bo przecież zaraz obok rajskiej plaży jest cementownia (true story), to świat i tak będzie miał swoje piękne i instagramowe miejsca.

Wybór to dobra rzecz

A czy to źle, że największa plaża na Langkawi jest tętniącym życiem kurortem? Dla poszukiwaczy bezludnych wysp, którzy marzą o popołudniu w stylu Robinsona Crusoe (ale o nocy już nie) to bardzo źle. Dla plaży pewnie nie jakoś super, bo spaliny, zanieczyszczenia, ale umówmy się: jak na lokalne Międzyzdroje nie jest źle. Jak mówi stare indiańskie przysłowie: albo jesteś w kurorcie i masz 20 knajp do wyboru, albo jesz co jest. Ja lubię mieć wybór. Nawet jeśli w ramach tego wyboru przez 5 dni jem w jednej restauracji, bo eksperymenty kulinarne nie były trafione. Przynajmniej mogłam eksperymentować.

Duży wybór jest zdecydowaną zaletą kurortów. Wybór noclegów też. Można być w kurorcie i cieszyć się spokojem. Można być w Pantai Cenang i nocować w Panji Panji u najmilszego hotelarza na świecie. Trochę tak jak mieć ciastko i zjeść ciastko.

Wejście do restauracji Smiling Buffalo na Langkawi

Azmil zrobił z Panji Panji oazę takiego spokoju, że ciężko stamtąd wyjść. Powitał nas uśmiechem od ucha do ucha, wytrwale ćwiczył powtarzanie naszych imion (każ obcokrajowcowi powiedzieć “Błażej) i codziennie pytał na Whatsappie, czy wszystko ok. Opowiedział nam o swojej kolekcji samochodów i zarzekał się, że na śniadania do jego restauracji – Smiling Buffalo – przychodzą do niego turyści z całej okolicy. Nie wierzyliśmy, ale brak wiary przeszedł nam po pierwszych dwóch minutach najlepszego śniadania w całej Malezji. Jak będziecie na Langkawi idźcie do Panji Panji na śniadanie. Albo na lunch. Tam wszystko jest pyszne.

A Wy co wybieracie? Kurort, czy rajską plażę?

*z góry przepraszam Międzyzdroje. Po prostu zapamiętałam to miejsce jako definicję wakacyjnego tłoku.


10 komentarzy

  • Travel Bug

    Moim zdaniem najważniejsze to znaleźć złoty środek. Sama uwielbiam piękne, rajskie plaże niczym z pocztówek, ale muszę liczyć się z konsekwencją, że w pobliżu raczej niczego nie będzie bo tam gdzie turyści tam też infrastruktura. Sama z reguły wybieram obrzeża, a na miejscu wynajmuję skuterek i dojeżdżam w odosobnione lokalizacje:)

    • Karolina | Worldwide Panda

      Bardzo zdrowe podejście 🙂 ja staram się zachować „walking distance”, bo po prostu lubię dużo chodzić 🙂

  • Krzysiek

    Wszystko dla ludzi. Wszytko zależy kto co lubi.
    A co do Insta, to wiadomo, że wrzucamy ten najpiękniejszy wyrywek świata. Nikt nie chce oglądać cementowni, czy śmietnika. Ot Insta kreuje inny świat, niekonicznie nierzeczywisty, ale często bez wad.

    • Karolina | Worldwide Panda

      Zgadzam się w 100%! Masz rację, to nie jest nierzeczywisty świat, tylko bez wad 🙂 chociaż ta cementownia była zabawna 😉

  • Martynosia

    Nie wiem o co chodzi z tymi wpisami ukazujacymi „prawdziwe” oblicze „instagramowych” miejsc, to juz ktorys wpis dzisiaj o podobnym wydzwieku. To chyba oczywiste ze ludze w SM pokazuja tylko ulamek rzeczywistosci i to tej najpiekniejszej, dodatkowo ja koloryzujac. Jezeli ktos jedzie na poludnie Azji i spodziewa sie znalezc odludne miejsca, to chyba przez caly okres szklny nie byl na ani jednej lekcji georgrafii!

    • Karolina | Worldwide Panda

      Akurat z geografią nigdy nie miałam problemu 😉 Odludne miejsca są wszędzie, na Langkawi też było kilka pustych plaż 🙂 gorzej, jak się naoglądamy pięknych obrazków, a potem jesteśmy rozczarowani, że nie wszystko jest aż tak idealne 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: