Australia

Łapa w łapę z kangurem – czyli jak nie dać się zjeść Australii

Fauna Australii dzieli się na dwie kategorie: to, co chce cię zjeść i to, co akurat jest najedzone. Z jednej strony nie dajmy się zwariować, z drugiej Australia ma ponad 140 gatunków węży lądowych i wodnych, z czego ponad 100 jest jadowitych. Ktoś powie: ok, nie będę się zapuszczać w busz. Spoko. W Melbourne bez problemu można spotkać redback spider (bardzo jadowity), a Sydney funnel web spider – jeden z najgroźniejszych pająków na świecie – żyje sobie w promieniu 100 km od Sydney. Ukąszony delikwent może nie doczekać śniadania.

Pająki z głowy, co dalej? European wasp, nasza osa. Duży problem w Australii Południowej. Uważać w trakcie jedzenia i picia na zewnątrz.

Węże. Te większe – można uciekać wolniej, raczej się nie rzucają do ataku, a w 9 przypadkach na 10 nie wypuszczają jadu, bo mogą to kontrolować. Te mniejsze – uciekać bardzo szybko, atakują i nie kontrolują jadu, więc wypuszczają cały. Co zrobić? Patrzeć pod nogi i uważać na krzaki. Jakieś pozytywy? Owszem, antidotum zarówno na jad pająków jak i węży jest powszechnie dostępne. Idziemy dalej: meduzy. Również bywają zabójcze. Co zrobić? Woda w oceanie i tak jest lodowata 😉 [wszystkie rady pochodzą od Australijczyków, którzy przez kilkadziesiąt lat swojego życia w miastach i poza nimi skutecznie unikali zjedzenia przez swoją ojczyznę. Mimo wszystko wciąż są to dobre rady cioci, a nie naukowe metody postępowania z żarłoczną fauną Australii]DSC_0591.JPG

Tym sposobem to, co głodne mamy z głowy. Czas na to, co akurat jest najedzone. Koale i kangury – symbole Australii. I jedne i drugie można spotkać na dziko i będzie super. Ale co to za atrakcja zobaczyć szarą kulkę na drzewie, która tak swoją drogą przypomina jemiołę? Tak przy okazji: koale roznoszą chlamydię i pewnie kilka innych przyjemności, kangury są niebezpieczne i lepiej trzymać się od nich z daleka, potrafią nieźle rozwalić samochód przy bliskim spotkaniu. Wracając do oglądania torbaczy – z pomocą przychodzi instytucja wildlife park. Coś jak zoo z lokalną fauną, gdzie można wejść w interakcję z kangurem i koalą. Wątpliwości moralno-etyczne odkładamy na bok, wspomnę tylko, że większość tych zwierzaków jest uratowana z wypadków.

W wildlife park za około 2 AUD kupimy karmę dla kangurów, pooglądamy zwierzaki w klatkach czekając a porę tulenia koali, a potem poprzytulamy koalę.

Dobra rada: w niektórych wildlife parkach za tulenie koali płaci się osobno, często mocno wygórowane ceny rzędu 30 AUD. Warto szukać mniejszych parków, które koale mają w cenie normalnego biletu wstępu. W Południowej Australii gorąco polecam Gorge Wildlife Park, ok. 15 AUD.DSC_0301 Jak już się wytulimy, a oksytocyna wzrośnie, karmimy kangury. Te w parku są przyzwyczajone do człowieka, ale jak jeden drugiemu zacznie laskę podrywać, to stopy i kopniaki idą w ruch. Z kangurzym testosteronem nie zadzieramy.

DSC_0342

DSC_0330
To nie kangur, to wallaby. Ponoć jemu bez różnicy, ale Wielki Kuzyn Kangur ponoć się obraża, jak na wallaby mówią kangur

Kolejna forma obcowania z fauną: dowiadujemy się w którym parku i na którym drzewie mieszkają papugi. Kupujemy słonecznik i jedziemy, a potem odkrywamy w sobie strach przed lokalną kurą, czyli kakadu.DSC_0861DSC_0892

DSC_0878
Kookaburra – narodowy ptak Australii. Śmieje się po ludzku i żywi się mięsem. Też po ludzku.

Ostatnia opcja: mamy wujka Australijczyka, który jakimś cudem zna lokalnego kowboja. Faceta, który mieszka w środku niczego, całe życie wykonywał prace farmersko-kowbojskie na całym kontynencie, a na stare lata wraz z żoną opiekują się zwierzakami i ratują małe kangurki osierocone w wypadkach.DSC_0615DSC_0627

DSC_0635_1
Kangur rudy w wersji albinos. Ponoć jedyny znany egzemplarz tej wersji kangura rudego żyjący „w niewoli”. I pewnie jedyny żyjący w ogóle, bo w swoim środowisku naturalnym przetrwałby jakieś 15 minut.

DSC_0638_1

Co jeszcze można trzymać w ogródku oprócz kangurów? Wombata. 20 kilogramów włochatej świni. Również niegrzeczna, potrafi nieźle pogryźć. Można też zaprzyjaźnić się z dzikim emu, będzie wpadał codziennie w odwiedziny.

Na zakończenie zwierzęcej pogadanki, jeszcze jeden przedstawiciel gatunku Wiecznie Głodnych Australijczyków: kazuar, najbardziej niebezpieczny ptak świata:DSC_0311

A morał z tej opowiastki taki: nie dajmy się zwariować. I zjeść.

5 komentarzy

  • morskieukulelewiberii

    Świetny post, aż nie chce się wieżyc że Australia oferuje tyle różnych stworzeń które chętnie kogoś zjedzą, i nie dać się zjeść to niewątpliwie całkiem dobra strategia, ale muszę przyznać, że fakt bytowania tylu niebezpiecznych zwierząt jakoś mnie powstrzymuje przed wizytą a z drugiej strony jak patrzę sobie na te widoczki i na rafe…coś pięknego! Pozdrawiam

    • worldwidepanda

      Bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 fakt, dużo jest stworzeń, które chcą Cię zjeść, ale wystarczy zachować ostrożność i słuchać wskazówek Australijczyków i wszystko będzie dobrze 🙂 mnóstwo ludzi jeździ do Australii, więc myślę, że nie ma co się zniechęcać 🙂

  • Ewa | Inside of Me Blog

    Ahh aż sobie przypomniałam moje spotkanie z kangurami w Australii, przepiękne wspomnienia. 🙂 Nie mogłam sobie przypomnieć nazwy tego pająka grasującego w Melbourne, ale teraz już wiem! 😀 Świetna treść artykułu i piękne zdjęcia! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: