Australia

Manly – wakacje na wakacjach

Jesteśmy na wakacjach. Jesteśmy w Sydney. Może małe wakacje na wakacjach? Wakacjocepcja. Żeby odpocząć od wielkiego miasta i pobyć w małym nadmorskim kurorcie. Nie, wcale nie w Pobierowie.

To co? Opal Card w rękę i czas na wakacje na wakacjach. Jedziemy do Circular Quay. Znajdujemy terminal promu do Manly. Wsiadamy. Z promu podziwiamy: Harbour Bridge, Operę, CBD, Kirribilli, chatę premiera, wysepki i tak przez około 40 min. Wysiadamy w Manly. Jesteśmy na wakacjach.

 

DSC_0318

DSC_0426_1
Chata Premiera.

Wbrew pozorom Manly to wciąż Sydney. Tylko takie inne. Dla mnie coś jak nadmorskie miasteczko. Deptak ze sklepikami z tandetą, recznikami i nie tylko jest? Jest. Plaża jest? Jest. Turyści są? Są. Wakacje jak nic.

Zgubić się nie da. Od portu do plaży prowadzi deptak, The Corso. Jeżeli ktoś pragnie koszulki z Sydney, to polecam, bo wbrew pozorom ceny mają bardzo przyjemne, nawet jak na Australię. Za to nie polecam fish&chips w jednym z barów po prawej stronie, jadałam lepsze. Ale polecam jedzenie na plaży (dla tych o mocnych nerwach, bo mewy też chcą obiad). Prrrr… po kolei.

 

DSC_0418
Co się dzieje, gdy Mama postanawia nakarmić mewy frytkami. What happens when your Mum decides to feed seagulls with chips.
DSC_0329
The Corso

The Corso prowadzi nas nad plażę. Zatoka, plaża, pinie rosnące wzdłuż deptaków. Cudnie. Idziemy w prawo. Mijamy znak “uwaga, Pamela”. Wille, takie jakieś śródziemnomorskie. W ogóle śródziemnomorsko tu. I spokojnie. Mogę tu zamieszkać?

DSC_0339
Uwaga, Pamela!

DSC_0341_1

DSC_0350_1

Spotykamy kolegę:

DSC_0357

Dochodzimy do Shelly Beach. Zamiast miękkiego piasku, drobne muszelki. Plaża wciśnięta w zatoczkę, otoczona zalesionymi wzgórzami. MOGĘ TU ZAMIESZKAĆ? Atmosferę trochę psuje tablica informacyjna mówiąca o zakazie kąpieli przez 24 godziny po ulewach z powodu zanieczyszczeń. Yhym. To idziemy dalej.

DSC_0360DSC_0370
Gdzieś między krzakami jest ścieżka w górę. Ścieżka prowadzi na spacer przez cały połwysep do Fairfax Lookout – punktu widokowego, jednocześnie stanowiącego wejście do zatoki. Ponoć pięknie. Ponoć, bo nie było mi dane tam dojść.

Historyjka:

Akurat tego dnia, w tamtej okolicy był pożar. Im dalej się zapuszczałyśmy przez krzaki na cyplu, tym bardziej szaro i pochmuro się robiło wokół nas, a helikopetry latające wokół pożaru stawały się podejrzanie duże. Przedarłyśmy się przez krzaki, dotarłyśmy do Bluefish Drive i uznałyśmy, że jednak już za duże te helikoptery, trzeba spadać. Co ciekawe, w samym Manly nikt się pożarem nie przejął. Ludzie spotkani na trasie też nie. “Możecie iść z nami, dojdziemy do drogi, przez drogę dalej w las i potem dojdziemy do informacji. Jest pożar, więc może będą nam kazali uciekać”. Yhym. To my wrócimy do Manly. W drodze powrotnej w powietrzu czuć było spalone eukaliptusy, a dym zaczynał gryźć w oczy. Wciąż nikt się nie przejmował. No dziwni są w tej Australii. Wróciłyśmy na The Corso. Kupiłyśmy fish&chips na wynos (no bo nikt się nie przejmował) i usiadłyśmy na schodkach na plażę.

Spalone liście eukaliptusa zaczęły nam wpadać do ryby, a dym był coraz bardziej duszący, więc uznałyśmy, że czas wracać. Dobre wyczucie czasu, biorąc pod uwagę, że jak doszłyśmy do portu zaczęło padać.

Nie dawało mi spokoju to mocno olewatorskie podejście do pożaru, więc nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała wujka Google o co chodziło z tymi płonącymi eukaliptusami. Zagadka się wyjaśniła. Pożar został celowo wywołany, żeby większy nie wywołał się sam i żeby ochronić okoliczne domy i kolonię małych pingiwnów. Ok, to wiele wyjaśnia.

DSC_0383DSC_0394DSC_0395

DSC_0398_1
Bandiżeco? Bandiwhat?

Gdybym miała wybrać miejsce do mieszkania w Sydney, byłoby to Manly. Tak, wiem, 40 minut promem do centrum. Jednak jest przestrzeń, jest plaża, jest światło słoneczne (w CBD jest dla mnie zdecydowanie za ciemno), jest spokój i wakacje. Polecam.

If I could choose one place to live in Sydney, it would be Manly. Yes, I know, 40 minutes by ferry to CBD. But there’s a lot of space, beach, sunshine (CBD is pretty dark for me, too like), it’s so calm and feels like holidays.

DSC_0408_1

DSC_0324
Pożar w Manly.

Informacje praktyczne:

Cena promu Circular Quay-Manly: trochę ponad 8 AUD w godzinach szczytu i trochę ponad 5 AUD poza godzinami szczytu.

Ile czasu potrzebuję w Manly: to zależy. Jeżeli płyniemy, żeby leżeć na plaży, to wedle uznania. Jeżeli na spacer mniej więcej taki jak mój + obiad + przepadnięcie w księgarni, to pół dnia bez pośpiechu. Jeżeli spacer w wersji kompletnej, do Farifax Lookout, to jednak więcej.

Czy warto: TAK, bo to zupełnie inne Sydney niż CBD. No i warto przepłynąć się promem w ramach transportu publicznego (to naprawdę najnormalniejszy środek transportu, tak jak autobus). Rejs w jedną stronę trwa 40 min. 10-16 AUD w jedną strone, to całkiem niezła cena jak za wycieczkę statkiem.

Uwagi: wygodne buty, uwaga na pająki i inne świństwa podczas spaceru do Fairfax Lookout. Ścieżka jest nieźle zarośnięta krzakami (przynajmniej w marcu była) i trzeba się przez nie przedzierać, a samej ścieżki czasem trzeba się naszukać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: