Azja,  Tajlandia

Rower w ruinie – Ayutthaya

7:00 – dzwoni budzik. W Bangkoku boli jakoś mniej niż we Wrocławiu.

7:30 – ruszamy na dworzec Hua Lamphong. Wciąż lubię poranne spacery. O 7:30 chodniki są w miarę puste, a przeciskać musimy się tak naprawdę tylko przez stojące na chodniku maszyny wypiekające coś. Chyba nie zmieściły się w piekarni. Wielkie butle gazowe też się nie zmieściły. BHP ponad wszystko.

8:00 – docieramy na Hua Lamphong, który zupełnie nie wygląda azjatycko, ale nie jest to aż tak dziwne, jak już się doczyta, że projektowali go Włosi. Wchodzimy do środka i… trafiamy na COŚ. Przed nami rządek umundurowanych postaci stojących na baczność. Podróżni też stoją na baczność. Z głośników leci chyba hymn. Grzecznie stoimy i się nie ruszamy. Hymn się kończy, ludzie ruszają do kas. Ubożsi o 40 THB (~4,80 PLN), bogatsi o dwa bilety 3 klasy do Ayutthayi, idziemy na peron.

8:20 – peron faktycznie jest dość włoski, takie mniejsze Milano Centrale, a wagon 3 klasy jest wyposażony w wiatraki, miękkie siedzenia i worki na śmieci. Na peronie obok Taj myje inny pociąg karcherem domowej roboty. Ruszamy

 

8:40 – jeszcze żadne okolice żadnej linii kolejowej w żadnym mieście nie wyglądały ładnie, ale źle nie jest. Za to torów jest zdecydowanie za mało w stosunku do liczby pociągów, bo co chwilę stajemy. Bangkok pokonujemy w żółwim tempie, ale przynajmniej możemy pozwiedzać.

9:00 – przechodzi konduktor. Chwilę po nim facet z miotłą. Pozamiatał, wyszedł, wraca. Tym razem z mopem. Nogi w górę, mycie podłogi. Nieźle, jak na 2,40 PLN od osoby.

10:00 – coś krzyczą, chyba Ayutthaya, wysiadamy. Omijamy tuk tuk sir, docieramy do wypożyczalni rowerów. Za 100 THB (~12 zł) dostajemy dwa rowery, kolorową mapkę z wyrysowaną trasą i przykazanie, że mamy jeździć tylko po ulicach i że musimy przedostać się mostem do centrum

10:30 – kilka zawałów później docieramy do sedna naszej wycieczki: ruin poprzedniej stolicy Tajlandii, w której ponoć żyło milion ludzi. Ale po kolei. Skąd te zawały? Ano z pierwszej styczności z ruchem lewostronnym i z tego, że most nie był zwykłym mostem, a miał 3 pasy ruchu w każdą stronę. A po co te ruiny? Bo są naprawdę interesujące i nie są aż tak ruiniaste. Sama Ayutthaya powstała w połowie XIV wieku, została zniszczona przez birmańczyków w XVIII. Potem był już Bangkok.

 

2016-10-04-11-20-06-hdrdsc_0453dsc_0486dsc_0491dsc_0492dsc_0500

dsc_0501
Nikt nie wie jak do tego doszło…

11:00 – jeździmy od jednego kompleksu ruin do drugiego. Śmiesznie jest, bo pomiędzy tym, co zostało z dawnych czasów, miasto funkcjonuje normalnie, a oprócz dużych zespołów świątynno-pałacowych są też mniejsze ruinki pochowane gdzieś w krzakach. Wybieramy trzy miejsca do zwiedzania i na szczęście każde z nich jest wyjątkowe. Upał daje się we znaki, po jakichś dwóch godzinach chodzenia w pełnym słońcu nie dajemy już rady. Wracamy i oddajemy rowery.

dsc_0510dsc_0515dsc_0526

13:00 – intryguje nas co jest na końcu uliczki, przy której urzęduje pani od rowerów, może obiad? Obiadu nie był, ale był… prom na drugą stronę rzeki. Czyli mogliśmy oszczędzić sobie kilku zawałów, chociaż z drugiej strony na pewno byłoby nudniej. A tak zaliczyliśmy i most i prom. Płyniemy.

13:30 – popłynęliśmy szukać obiadu, ale targ w Ayutthayi jakoś nas nie zachęca. Przy wyborze jedzenia zdajemy się na nasze zmysły węchu i wzroku oraz instynkt przetrwania. Do tej nie zawiodły ani razu, więc zawracamy.

14:00 – i znowu jesteśmy koło dworca, dajemy szansę knajpce koło pani od rowerów. Zmysły nie zawiodły, zawiodło za to drogie piwo, ale przynajmniej było piwem w ten upalny dzień (dlaczego piwo w Tajlandii tyle kosztuje!?). Zmieniamy lokal, idziemy na dworzec i reszta oczekiwania na pociąg mija nam na obserwowaniu ludzi. To też miłe zajęcia, zwłaszcza jak można posiedzieć w cieniu.

dsc_0531dsc_0537dsc_0552

Informacje praktyczne

  • Pociąg Bangkok – Ayutthaya – 20 THB w jedną stronę, czas podróży 1:20
  • Wstęp do jednego kompleksu ruin – 50 THB, w pakiecie wszystkich na raz taniej
  • Rower 50 THB (można znaleźć też taniej)
  • Prom 5 THB w jedną stronę
  • Na ile pojechać? Jak widać spokojnie może to być wycieczka półdniowa, ale też całodniowa. Wszystko zależy od tempa zwiedzania. Niektórzy zatrzymują się w Ayutthayi na noc, w drodze na północ, ale mnie samo miasto nie urzekło na tyle, żeby w nim nocować.
  • Czy w ogóle warto? Tak! Szybka i tania wycieczka z Bangkoku, a można zobaczyć coś zupełnie innego. Chociaż ponoć Sukhothai jest lepsze. Ale to już dużo dalej.

 

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: