Asia,  Vietnam

Spacerem po Hanoi | Walking in Hanoi

Do Hanoi przylatujemy w niedzielę, gdy słońce już zachodzi, czyli jakoś po 17:00. I nie ma, że zmęczenie i 30 godzin w podróży. Znajdujemy nasz hotel, rzucamy plecaki, szybki prysznic i idziemy na krótki spacer. Krótki spacer liczył 8 km.

Cel spaceru: jezioro Hoan Kiem, prawdopodobnie najbardziej charakterystyczny punkt miasta – jezioro ze świątynią na wyspie. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy okazuje się, że ulica wokół jeziora jest zamknięta dla ruchu samochodowego skuterowego i pełna ludzi, którzy spacerują, grają w gry, tańczą i śpiewają. Wow. Wietnamczycy umieją się bawić. Później dowiadujemy się, że tak jest w Hanoi co weekend.

We landed in Hanoi on Sunday, when sun was setting, so it was around 5pm. 30 hours of traveling? Lack of sleep? No way, I’m staying at a hotel. Quick shower and we were ready for a short walk. Short walk ended up being 8 km long walk.

Our goal: Hoan Kiem lake, probably the most popular place in Hanoi – a lake with an island with a temple. How surprised we were, when we saw that the road which goes around the lake was closed for vehicles and it was crowded. People were walking, playing games on the ground, dancing, singing. Wow. Vietnamese people know how to entertain themselves. Later we learnd that it looks like this every weekend.

2017-10-08 20.26.25.jpg

Na skrzyżowaniu zbyt wielu ulic znajdujemy knajpkę z piwem. Siadamy na lilipucich krzesełkach ustawionych na chodniku. Kolana w brodzie i gapimy się przed siebie na ruch uliczny. Bo ruch uliczny w Wietnamie to jest, proszę państwa, film sensacyjno-przygodowy. Można tak godzinami siedzieć i się gapić.

We found a bar at the crossroads. We sat down on tiny chairs on the pavement, had a beer. Our knees were surprisingly close to our jaws, but it didn’t bother us. We spent time watching the traffic which is like watching a movie. Entertaining.

Nie licząc tych 8 kilometrów, Hanoi ogarniamy w 1 dzień. Pieszo. Tak już mamy. Zaczynamy od Świątyni Literatury, pierwszego uniwersytetu. To chyba jedno z moich ulubionych miejsc w Hanoi.

Proper sightseeing in Hanoi took 1 day. By foot. That’s how we do these things. We started from Temple of Literature, the first university. And probably one of my favourite places in Hanoi.

DSC_1052DSC_1060DSC_1066DSC_1076DSC_1117DSC_1124.jpg

Mamy plan. Ze Świątyni Literatury chcemy przejść obok mauzoleum Ho Chi Minha (obok, gdyż: a) wystawianie zwłok na widok publiczny uważam za co najmniej niezdrowe, b) w październiku Ho Chi Minh zazwyczaj regenereuje się w Rosji) nad jezioro Ho Tay. Plan prosty, a jakże ciekawy w wykonaniu. Otóż mauzoleum Ho Chi Minha można obejść tylko z jednej strony i to nie od tej, która nam pasuje. Co więcej, można je obejść tylko w lewo (patrząc z perspektywy człowieka, który przybywa spod Świątyni Literatury), co prawdopodobnie śmieszy nas bardziej niż powinno. Ale co poradzimy na to, że od prawej strony nie wpuszczają, koniec kropka. Ciekawostka: Ho Chi Minh ponoć wcale nie chciał spędzić wieczności w mazuoleum. Ponoć chiał być pochowany w swojej rodzinnej wsi, ale zdecydowano za niego. Sam budynek trafił na listę 10 najbrzydszych budynków świata. Nie będę się z tym kłócić.

Znajdujemy alternatywną trasę nad jezioro, z dala od mauzoleum. Idziemy. Ogród botaniczny. Nikogo nie ma przy wejściu, ale intuicja mówi nam, że za takie rzeczy się płaci. Ok, w Australii się nie płaci. Przybiega Wietnamka, kasuje za 2 bilety 64 grosze i potwierdza, że wyjdziemy drugą stroną. 32 grosze. Za bilet wstępu. Od osoby. Dla samego tego doświadczenia warto się przejść przez ogród botaniczny.

We had a plan: to go from Temple of Literature to the Ho Chi Minh mausoleum, pass it (in my opinion, putting someone’s body on display is not really normal, moreover, in October Ho Chi Minh is usually undergoing maintenance procedures in Russia) and go to the West Lake. Simple? Not really. It occured, that you can pass the Ho Chi Minh mausoleum only from one side, the left side (if you’re coming from Temple of Literature), which was a little more funny than it should be, but seriously, the wouldn’t let us go from the right side. Fun fact: I found info that Ho Chi Minh wanted to be buried in his hometown, but apparently someone else knew better and they constructed a building which once ended up on the list of 10 ugliest builidings in the World. I won’t argue with that.

So we found an alternative route, through Botanical Garden. The gate was open, but something in our heads kept telling us that  you can’t enter places like for free. Ok, in Australia you can. Vietnamese lady rushed to us, charged more or less 0,17$ and confirmed that there’s a gate on the other side. 8 cents. Per person. If that’s not the reason to make a shortcut through a botanical garden, I don’t know what is.

DSC_1127

DSC_1131
One Pillar Pagoda
DSC_1139
Ogród Botaniczny | Botanical Garden

Docieramy nad jezioro, docieramy do pagody Tran Quoc – najstarszej świątyni w Hanoi, pagoda jest zamknięta, wracamy. Wracając opracowujemy trasę do Old Quarter i zupełnym przypadkiem trafiamy na Hoang Dieu – przepiękną, szeroką aleję obsadzoną drzewami, wzdłuż której stoją zapuszczone, ale wciąż wille, które wyglądają jak pozostałość po francuskim kolonializmie.

We found the lake, we found Tran Quoc Temple – the oldest temple in Hanoi, it was closed, so we went back. On our way back, we figured out how to get to the Old Quarter (by foot) and by accident we found the most amazing street, Hoang Dieu. Wide, with plenty of trees and old French villas, which are devastated, but still beautiful.

DSC_1150DSC_1161DSC_1178DSC_1180DSC_1201DSC_1208

Old Quarter to esencja azjatyckiego chaosu, ale w przyjemnym wydaniu. Dzielnica handlowa od zawsze, gdzie na jednej ulicy wszyscy handlują garnkami, na innej butami, a na jeszcze innej plastikowymi stołkami, które są w każdej wietnamskiej knajpie. Stara dzielnica nie wygląda na taką starą, bo to, co się zawaliło, zostało zastąpione przez coś innego i zapomniane. Niewiele budynków przetrwało historyczną zawieruchę wietnamskiego handlu, a szkoda, bo Heritage House, który jakimś cudem udało się zachować, pokazuje jak piękna była tradycyjna architektura. Heritage House to zabytkowy dom, w którym do 1945 mieszkała rodzina kupiecka i który łatwo przeoczyć w azjatyckim chaosie. A warto zwiedzić. Mieszkałabym.

If you’d like to picture Asian chaos, that’s the Old Quarter. But it’s chaotic in a nice way. It has been a trade quarter since forever. In one street they’re selling pots, in another – shoes and in another one plastic stools, which you can find in most restaurants. The Old Quarter doesn’t look that old. If a building collapsed, they built something else in its place. And forgot about the previous one. Just a few building survived this craziness over the years and that’s a shame. Heritage House, one of the buildings which remained, shows how beautiful the architecture was. It’s an old house which belonged to a merchant’s family until 1945. It’s tiny, so easy to miss it in all this chaos, but it’s worth visiting. I could live there.

DSC_1238DSC_1248DSC_1249DSC_1260

Poziom chaosu wzrasta im dalej jesteśmy od jeziora Hoan Kiem, a gdy mijamy “dział rybny” jesteśmy chyba jedynymi turystami w okolicy. Cóż, najwyraźniej nie wszyscy turyści pchając się na most Long Bien, ale gdy podróżuje się z mostowcem, to takich atrakcji się nie odpuszcza.

The further we are from the Hoan Kiem lake, the more chaotic it gets and when we’re passing “fish department”, we are the only tourists in the area. Apparently not all tourist want to see Long Bien bridge, but if you’re travelling with a bridge design engineer, you know all famous bridges in the area. And less famous ones.

DSC_1285.jpg

W prawo, w lewo, schodami do góry, przez dworzec i oto jesteśmy na ponad 100-letnim moście Long Bien, który podczas wojny wietnamskiej był zbombardowany, odbudowany, zbombardowany, odbudowany, zbombardowany, odbudowany, zbombardowany, odbudowany. Legenda głosi, że zaprojektował go Gustav Eiffel, inni twierdzą, że po prostu jest do wieży Eiffela podobny. Wiadomo, mosty najlepiej ogląda się z dużej odległości, niestety nam nie udało się ustalić jak taką odległość w miarę sensownie osiągnąć. A spacer po moście kwalifikującym się do przeprowadzenia prac utrzymaniowych (cytat), wśród skuterów nie jest czymś o czym marzę noce i dnie. Cóż, przejście 10 metrów musiało wystarczyć. I tak jest fajny.

Turn right, go left, up the stairs, through the railway station and here you are, on the Long Bien bridge which is over 100 years old. It was bombarded during Vietnam War, rebuilt, bombarded, rebuilt, bombarded, rebuilt, bombarded, rebuilt, bombarded, rebuilt. Rumour has it that Gustav Eiffel designed it, but some say it just looks like Eiffel’s Tower. Obviously, bridges should be admired from the distance, but we completely failed at finding a right place to look at it from. And walking through a bridge which requires some serious maintenance, is not really my dream.

DSC_1286.jpg

Wracamy nad jezioro Hoan Kiem i do świątyni Ngoc Son (Nefrytowej Góry). I tu znowu mamy most kładkę, czerwoną, która jest chyba na wszystkich pocztówkach z Hanoi. Google Maps twierdzi, że przeszliśmy 15 km. I że powinno nam to zająć 3 godziny. Przeszliśmy więcej, błąkając się w poszukiwaniu kawy, piwa na Beer Street i obiadu. Zajęło nam to dłużej, bo zwiedzaliśmy. Jedno jest pewne, Hanoi da się zwiedzić pieszo. A takie miasta to ja lubię.

We went back to the Hoan Kiem lake, to Ngoc Son temple. And we have another bridge, a red one, which is probably on every single postcard from Hanoi. Google Maps says we walked 15 km. And it took us 3 hours. We walked more, because we were looking for a coffee. And for a beer in Beer Street and for lunch. It took longer, because we were sightseeing. One thing is sure – you can easily walk around Hanoi. And I like cities like this.

DSC_1295DSC_1309DSC_1329Hanoi spacer

No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

%d bloggers like this: