Azja,  Wietnam

Spacerem po Hanoi

Do Hanoi przylatujemy w niedzielę, gdy słońce już zachodzi, czyli jakoś po 17:00. I nie ma, że zmęczenie i 30 godzin w podróży. Znajdujemy nasz hotel, rzucamy plecaki, szybki prysznic i idziemy na krótki spacer. Krótki spacer liczył 8 km.

Cel spaceru: jezioro Hoan Kiem, prawdopodobnie najbardziej charakterystyczny punkt miasta – jezioro ze świątynią na wyspie. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy okazuje się, że ulica wokół jeziora jest zamknięta dla ruchu samochodowego skuterowego i pełna ludzi, którzy spacerują, grają w gry, tańczą i śpiewają. Wow. Wietnamczycy umieją się bawić. Później dowiadujemy się, że tak jest w Hanoi co weekend.

2017-10-08 20.26.25.jpg

Na skrzyżowaniu zbyt wielu ulic znajdujemy knajpkę z piwem. Siadamy na lilipucich krzesełkach ustawionych na chodniku. Kolana w brodzie i gapimy się przed siebie na ruch uliczny. Bo ruch uliczny w Wietnamie to jest, proszę państwa, film sensacyjno-przygodowy. Można tak godzinami siedzieć i się gapić.

Nie licząc tych 8 kilometrów, Hanoi ogarniamy w 1 dzień. Pieszo. Tak już mamy. Zaczynamy od Świątyni Literatury, pierwszego uniwersytetu. To chyba jedno z moich ulubionych miejsc w Hanoi.

DSC_1052DSC_1060DSC_1066DSC_1076DSC_1117DSC_1124.jpg

Mamy plan. Ze Świątyni Literatury chcemy przejść obok mauzoleum Ho Chi Minha (obok, gdyż: a) wystawianie zwłok na widok publiczny uważam za co najmniej niezdrowe, b) w październiku Ho Chi Minh zazwyczaj regenereuje się w Rosji) nad jezioro Ho Tay. Plan prosty, a jakże ciekawy w wykonaniu. Otóż mauzoleum Ho Chi Minha można obejść tylko z jednej strony i to nie od tej, która nam pasuje. Co więcej, można je obejść tylko w lewo (patrząc z perspektywy człowieka, który przybywa spod Świątyni Literatury), co prawdopodobnie śmieszy nas bardziej niż powinno. Ale co poradzimy na to, że od prawej strony nie wpuszczają, koniec kropka. Ciekawostka: Ho Chi Minh ponoć wcale nie chciał spędzić wieczności w mazuoleum. Ponoć chiał być pochowany w swojej rodzinnej wsi, ale zdecydowano za niego. Sam budynek trafił na listę 10 najbrzydszych budynków świata. Nie będę się z tym kłócić.

Znajdujemy alternatywną trasę nad jezioro, z dala od mauzoleum. Idziemy. Ogród botaniczny. Nikogo nie ma przy wejściu, ale intuicja mówi nam, że za takie rzeczy się płaci. Ok, w Australii się nie płaci. Przybiega Wietnamka, kasuje za 2 bilety 64 grosze i potwierdza, że wyjdziemy drugą stroną. 32 grosze. Za bilet wstępu. Od osoby. Dla samego tego doświadczenia warto się przejść przez ogród botaniczny.

DSC_1127

DSC_1131
One Pillar Pagoda
DSC_1139
Ogród Botaniczny

Docieramy nad jezioro, docieramy do pagody Tran Quoc – najstarszej świątyni w Hanoi, pagoda jest zamknięta, wracamy. Wracając opracowujemy trasę do Old Quarter i zupełnym przypadkiem trafiamy na Hoang Dieu – przepiękną, szeroką aleję obsadzoną drzewami, wzdłuż której stoją zapuszczone, ale wciąż wille, które wyglądają jak pozostałość po francuskim kolonializmie.

DSC_1150DSC_1161DSC_1178DSC_1180DSC_1201DSC_1208

Old Quarter to esencja azjatyckiego chaosu, ale w przyjemnym wydaniu. Dzielnica handlowa od zawsze, gdzie na jednej ulicy wszyscy handlują garnkami, na innej butami, a na jeszcze innej plastikowymi stołkami, które są w każdej wietnamskiej knajpie. Stara dzielnica nie wygląda na taką starą, bo to, co się zawaliło, zostało zastąpione przez coś innego i zapomniane. Niewiele budynków przetrwało historyczną zawieruchę wietnamskiego handlu, a szkoda, bo Heritage House, który jakimś cudem udało się zachować, pokazuje jak piękna była tradycyjna architektura. Heritage House to zabytkowy dom, w którym do 1945 mieszkała rodzina kupiecka i który łatwo przeoczyć w azjatyckim chaosie. A warto zwiedzić. Mieszkałabym.

DSC_1238DSC_1248DSC_1249DSC_1260

Poziom chaosu wzrasta im dalej jesteśmy od jeziora Hoan Kiem, a gdy mijamy “dział rybny” jesteśmy chyba jedynymi turystami w okolicy. Cóż, najwyraźniej nie wszyscy turyści pchając się na most Long Bien, ale gdy podróżuje się z mostowcem, to takich atrakcji się nie odpuszcza.

DSC_1285.jpg

W prawo, w lewo, schodami do góry, przez dworzec i oto jesteśmy na ponad 100-letnim moście Long Bien, który podczas wojny wietnamskiej był zbombardowany, odbudowany, zbombardowany, odbudowany, zbombardowany, odbudowany, zbombardowany, odbudowany. Legenda głosi, że zaprojektował go Gustav Eiffel, inni twierdzą, że po prostu jest do wieży Eiffela podobny. Wiadomo, mosty najlepiej ogląda się z dużej odległości, niestety nam nie udało się ustalić jak taką odległość w miarę sensownie osiągnąć. A spacer po moście kwalifikującym się do przeprowadzenia prac utrzymaniowych (cytat), wśród skuterów nie jest czymś o czym marzę noce i dnie. Cóż, przejście 10 metrów musiało wystarczyć. I tak jest fajny.

DSC_1286.jpg

Wracamy nad jezioro Hoan Kiem i do świątyni Ngoc Son (Nefrytowej Góry). I tu znowu mamy most kładkę, czerwoną, która jest chyba na wszystkich pocztówkach z Hanoi. Google Maps twierdzi, że przeszliśmy 15 km. I że powinno nam to zająć 3 godziny. Przeszliśmy więcej, błąkając się w poszukiwaniu kawy, piwa na Beer Street i obiadu. Zajęło nam to dłużej, bo zwiedzaliśmy. Jedno jest pewne, Hanoi da się zwiedzić pieszo. A takie miasta to ja lubię.

DSC_1295DSC_1309DSC_1329Hanoi spacer

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: