Asia,  Vietnam

Wietnam – oczekiwania vs rzeczywistość | Vietnam – expectations vs reality

Czas na kolejne (po Tajlandii) zderzenie oczekiwań z rzeczywistością. W tym odcinku Wietnam. Za stereotypy oczywiście z góry przepraszam.

It’s time for another expectations vs reality battle. In this episode we’re in Vietnam (last year it was Thailand). Apologies for some stereotypes which may or may not occur.

DSC_1234Oczekiwanie: październik jest najlepszym miesiącem na północny Wietnam

Rzeczywistość: taaa… Miało być sucho, zwłaszcza w Sapie. Miała być pogoda idealna na trekking. Miało być pięknie również w Ninh Binh. A w zamian za to było niekończące się oberwanie chmury w Sapie i powódź w Ninh Binh. Za to w zatoce Ha Long, w której zazwyczaj jest szaro i pochmurno, było IDEALNIE. Najwyraźniej żyjemy w czasach, w których pogoda jest tak nieprzewidywalna, że równie dobrze można wróżyć z fusów zamiast ją przewidywać.

Expectation: October is the best month to visit northern Vietnam.

Reality: yeah, sure… It was supposed to be dry and nice, especially in Sapa. The weather should be perfect for trekking. It was supposed to be really pretty in Ninh Binh. But instead we got neverending rain in Sapa and flood in Ninh Binh. On the other side, Ha Long Bay is usually cloudy, but we had THE BEST weather ever. So all in all we won. Kind of. Apparently we’re living in funny times when you can’t really predict the weather.

2017-10-17 14.06.16

Oczekiwanie: będzie dobre jedzenie

Rzeczywistość: no nie powiem, że było niedobre, ale zdecydowanie było dość monotonne. Wietnamska kuchnia rosołem i kolendrą stoi, a powiedzieć, że nie lubię kolendry, to jakby nie powiedzieć nic. Wietnamczycy ładują do dań całe gałązki kolendry. I mięty, co akurat jest pozytywne. Niestety innych przypraw głównie brak i może dlatego większość dań smakowała dość podobnie. Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym przekreśliła całą wietnamską kuchnię. W moim osobistym rankingu wygrywają bagietki ze wszystkim – banh mi i curry w knajpce Choi Oi w Mui Ne. Szybka podróż kulinarna po Wietnamie i najlepsze lokale, na które trafiliśmy:

Hanoi – Bun Bo Nam Bo

Hoi An – Banh Mi Phuong

Ho Chi Minh – Bun Cha 145 Bui Vien

Mui Ne – Choi Oi

Expectation: Food will be great

Reality: I can’t stay that food was bad. It wasn’t… exciting? As much as I love our Polish broth, I quickly got tired of eating it in Vietnam day after day, morning after morning for breakfast. Maybe because they put a lot of coriander in it. They put coriander in every dish. And I hate coriander. They use a lot of mint leaves too. Unfortunately they don’t use many other spices and maybe that’s the reason why many dishes tasted the same. But it wouldn’t be fair to say that Vietnamese cuisine is not good. It is. My personal favourites: banh mi – baguette filled with everything you can imagine and chicken curry in Choi Oi in Mui Ne. And if you’re travelling to Vietnam, here’s a short list of my favourite places:

Hanoi – Bun Bo Nam Bo

 

Hoi An – Banh Mi Phuong

Ho Chi Minh – Bun Cha 145 Bui Vien

Mui Ne – Choi Oi

2017-10-08 20.34.19-1

Oczekiwanie: Wietnamczycy nie będą zbyt przyjaźni – naczytałam się w Internecie, że praktycznie każdy chce oszukać turystę, bo turyści to pieniądze.

Rzeczywistość: to przesympatyczny naród! Wystarczy podejść do kogoś z uśmiechem od ucha do ucha i wiadomo, że się dogadamy. Każdy pomoże, wskaże drogę, ucieszy się, że jedzenie smakowało. Nikt nam krzywdy nie zrobił, a mniej sympatycznych osób było może ze 3.

Expectation: Vietnamese people are not very kind – I’ve read many times that there are a lot of scams and basically every person wants to take advantage of a tourist, because tourists equals money.

Reality: Vietnamese people are great! It only takes a huge smile on your face and everyone will help you and show you the way. And if you say at a restaurant that you really enjoyed the food – they will be over the moon. No one did any harm to us and we met maybe 3 people who were a little less nice.

DSC_1280.jpg

Oczekiwanie: będzie ciężko dogadać się po angielsku

Rzeczywistość: było ciężko. Czasami bardzo. Miałam wrażenie, że większość ludzi pracujących w turystyce ma wyuczone kilka zwrotów na konkretne sytuacje i jeśli Twój problem wykracza poza te sytuacje, będzie ciężko. I dość absurdalnie. Przykładowa rozmowa z recepcjonistą w hotelu w Ho Chi Minh City:

-Do you have a scale, so we can check how heavy our backpacks are?

-Yes, you can leave your luggage in the morning and go sightseeing. What time will you come back?

Przykład ze sklepu w Mui Ne, w którym dzień wcześniej przypadkowo zostawiliśmy parasol:

-Hi, we left a green umbrella here yesterday.

-…

Pod względem językowym było ciężko, ale z pomocą uśmiechu i gestów dogadaliśmy się prawie z każdym.

Expectation: it will be hard to communicate in English

Reality: it was hard. Very hard sometimes. I had an impression that people working in tourism know few English phrases and if your problem is not included in these phrases, it’s getting complicated. Example? Short conversation with a hotel receptionist in Ho Chi Minh City:

 

-Do you have a scale, so we can check how heavy our backpacks are?

-Yes, you can leave your luggage in the morning and go sightseeing. What time will you come back?

 

Another example, from a store in Mui Ne, where we accidentally left our umbrella:

– Hi, we left a green umbrella here yesterday.

-…

So yes, it was hard to have a conversation in English, but with a little help of a huge smile and gestures we successfully communicated with almost everyone.

DSC_1161.jpg

Oczekiwanie: zginę marnie próbując przejść przez ulicę.

Rzeczywistość: tak, ruch w miastach jest straszny. Skutery są wszędzie. Przepisy ruchu drogowego nie istnieją. Jak głosił napis na jednej z koszulek: green light – I can go, yellow light – I can go, red light – I still can go. Ale nie było aż tak źle. Ruch w Wietnamie ma to do siebie, że jest w miarę płynny i W MIARĘ przewidywalny. Ty chcesz przejść przez ulicę, skuterzyści chcą dojechać do celu, ogarniecie to. Fakt, są irytujący, gdy robią sobie skróty przez chodnik, ale nie jest aż tak źle, jak straszy internet. Tylko raz utknęłam na wielkim skrzyżowaniu i nie wiedziałam w którą stronę się ruszyć.

A wożenie na skuterze szafy, worka ryżu i do tego dwójki dzieci jest zupełnie normalne. Cytując kolegę z autobusu: tutaj skuter to jak Fiat 126p kiedyś w Polsce.

Expectation: I will die trying to cross the street

Reality: yes, traffic in big cities is terrible. Mopeds are everywhere. Road traffic regulations are non-existent. There was a t-shirt which perfectly described the situation:  green light – I can go, yellow light – I can go, red light – I still can go. But it wasn’t that bad. Everyone was moving, cars and moped weren’t stuck in the same spot for hours. You could more or less predict what would happen. You want to cross the streets, drivers want to get to their destination, you’ll work it out together. Yes, moped drivers are annoying, especially when driving through pavements, but it’s not as bad as internet describes. Yes, I got stuck once, trying to cross a huge junction, but only once.

And riding a moped with with a furniture on it, big bag of rice and 2 kids all at once is totaly normal. Moped is a Vietnamese version of a family car.

DSC_1155

Oczekiwanie: będzie dobra kawa.

Rzeczywistość: ODDAJCIE MI WIETNAMSKĄ KAWĘ! Wietnam jest 2. Największym eksporterem kawy na świecie. I nie bez powodu. Wietnamska kawa jest po prostu pyszna. Ani razu nie trafiliśmy na kwaśną albo gorzką kawę, mimo że piliśmy ją naprawdę mocną. Co ciekawe, ziarna kawy są palone z dodatkiem masła albo tłuszczu roślinnego i ponoć właśnie to sprawia, że wietnamska kawa ma specyficzny (pozytywnie specyficzny smak).

Na codzień piję czarną kawę. Bez mleka, bez cukru. Ale jako największy łasuch na świecie nie mogłam przejść obojętnie obok wietnamskiej kawy z mlekiem. Wietnamska kawa z mlekiem nie jest kawą z mlekiem. Jest kawą z ekstremalnie słodkim, ekstremalnie skondensowanym mleczkiem. Polecam na zimno. Sposób parzenia kawy po wietnamsku też polecam:

Expectation: coffee will be great

Reality: GIVE ME VIETNAMESE COFFEE BACK! Vietnam is the 2nd biggest coffee exporter in the world and there’s a reason. Vietnamese coffee is simply great. We didn’t have a sour or bitter coffee even once and we had our coffees really strong. Fun fact: coffee beans are roasted with butter or plant-based oil and it gives Vietnamese coffee its’ special taste.

I always have my coffee black. No milk, no sugar. But I have the biggest sweet tooth ever so I couldn’t say no to Vietnamese milk coffee. Vietnamese milk coffee is not a regular milk coffee. It is served with extremely condensed and extremely sweet milk. I recommend iced version. And I recommend Vietnamese way of making coffee:

DSC_0269

16 Comments

  • maszbabopodroz

    Ech…., za długo już nie byłam w Azji… Wpierdzielałabym to monotonne (nie byłam w Wietnamie, ale wierzę na słowo;)) jedzenie jak szalona – byleby tylko było mi dane 😉

    • worldwidepanda

      bardzo dziękuję 🙂 to prawda, w Tajlandii (i Wietnamie też) owoce są na każdym kroku. W Wietnamie moim faworytem była marakuja, ale niestety rozczarowała mnie żółta wersja mojego ukochanego mango, jakieś takie kartoflane było 😉

  • LiliEss

    Mega wyprawa, znisolabym ten deszcz dla takiej pysznej kawy warto. A tak na poważnie to jaki miesiąc jest na Wietnamską przygodę optymalny ? Nie lubię pływać w kanałach deszczowych pełnych śmieci a miałam przedsmak takich ulew będąc w Malezji.

    • worldwidepanda

      ciężko powiedzieć, bo Wietnam to bardzo długi kraj i przez to klimat w różnych miejscach jest różny. Październik miał być idealny na północ i jak się okazało nie był 🙂 środkowy i południowy Wietnam PONOĆ najlepiej zwiedzać od grudnia do kwietnia. W jakim miesiącu byłaś w Malezji?

  • Kobieca Intuicja

    Wietnam to jakoś nie mój kierunek podróżniczy… 🙂 Ale o tym, że Wietnam jest 2. największym eksporterem kawy na świecie nie miałam zielonego pojęcia! 🙂 Pozdrawiam

  • mynameiswind.com

    To prawda, że Wietnam sporo się różni od tego co wypisują w Internecie. Też się dużo nasłuchałam szczególnie od chińskich znajomych jak Wietnamczycy widzą chodzący bankomat w turystach. A potem dowiedziałam się, że w Wietnamie nienawidzą Chińczyków. Dobrze, że my u nich jesteśmy mile widziani:). Sami mili mi się trafiali, raz tylko jakiś babiszon oszukał mnie na reszcie na targu w Hoi An. Powiem Ci, że kawy jak nienawidzę na codzień to tylko mogę pić wietnamską, ale co do jedzenia się nie zgodzą. Zresztą to może zależy od miasta, ale takie Hanoi bym obdarowała całym firnamentem gwiazdek Michelina. Pozdrawiam:)

    • worldwidepanda

      Jak posłuchałam opowieści Wietnamczyków, to nie dziwię się, że Chińczycy nie są ich ulubionym narodem 😉 zawsze musi się trafić jeden wredny babiszon, tak dla równowagi 😉

  • Artur

    Świetny tekst 🙂 Uwielbiam podróżować, ale wiem że do Wietnamu nigdy nie trafię. Tym bardziej z ciekawością czytam takie wpisy 😀 P. S. Red light rulez 😀

  • Maria

    Wybieram się do Wietnamu, z zainteresowaniem przeczytałam. Do kolendry już się przyzwyczaiłam i polubiłam, a nawet uprawiam. Po Indiach żadne przejście przez ulicę mi nie straszne.

    • admin

      przechodzenie przez ulicę w Wietnamie jest trochę demonizowane 😉 chaos, ale działa. Masz już plan na Wietnam?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

%d bloggers like this: