Ameryki,  Meksyk

Valladolid i różowe jeziorka Las Coloradas

Ten tekst powinien być zatytułowany “Valladolid, różowe jeziorka Las Coloradas i Ek Balam”. Ale nie jest. O tym dlaczego nie jest, dowiecie się kilka akapitów niżej. A tymczasem jedziemy na dwa dni do Valladolid.

Valladolid to miasto z ciekawą historią i problematyczną nazwą. Dlaczego problematyczną? Ano dlatego, że jakiś geniusz postanowił nazwać nowe miasto w Meksyku na cześć miasta w Hiszpanii. Cóż, nie mógł przewidzieć, że potem ciężko będzie znaleźć w Google to, czego się szuka. Valladolid znajdziecie na mapie Hiszpanii, Meksyku, Hondurasu, Ekwadoru i Filipin. Proste, prawda?

Miasto przenoszone

Historia Valladolid jest o tyle ciekawa, że nie leży ono w miejscu, w którym zostało założone. Zaczęło się od miasta nad zatoką, a skończyło się jakieś 150 km w głąb lądu. Komary wygrały, ludzie uciekli. Jak to w historii Jukatanu bywało, konkwistadorzy postanowili osiedlić się na terenie miasta Majów. Majańskie zrównali z ziemią i na jego gruzach zbudowali swoje mniej zakomarzone Valladolid. Po Majach pozostał jeden domek (na fotce poniżej). Potem było wiele krwawych starć i rebelii, a teraz mamy miasto, które jest dobrą bazą wypadową do zwiedzania Jukatanu. Z mojej strony to dość bezczelny skrót historyczny i uproszczenie, ale ja tu wykładów z historii nie prowadzę 🙂

Miasto atrakcyjne

Do Valladolid przyjeżdżamy, żeby zwiedzić miasto, ruiny majów, cenoty i różowe jeziorka. Z miastem i miejską cenotą idzie nieźle. Valladolid to całkiem przyjemne, nieduże miasteczko, które można zwiedzić w jedno popołudnie. A jak już się je zwiedzi, to można ochłonąć w cenocie Zaci, która jest praktycznie w centrum miasta. Wstęp kosztuje 30 MXN (jakieś 6 PLN), więc naprawdę warto!

Droga do Las Coloradas

Następnego dnia ruszamy na północ, w stronę Rio Lagartos, a naszym głównym celem są różowe jeziorka Las Coloradas. Naczytałam się sporo, więc wiem czego się spodziewać i nie mam wobec jeziorek zbyt wielkich oczekiwań. Jadę nastawiona na:

  • Wyższą niż kilka tygodni wcześniej cenę za wstęp (100 MXN od osoby)
  • Wodę, która wcale nie musi być różowa
  • Natrętnych ludzi na miejscu
  • Wielkie rozczarowanie

Przeczytanie komentarzy na TripAdvisorze przygotowało mnie na Las Coloradas, ale nie na cały ten szalony dzień.

Zaczęło się od kontroli policyjnej. Cóż, kontrole to na Jukatanie codzienność. Niestety czasem musi się trafić policjant, któremu wcale nie chodzi o bezpieczeństwo, tylko o własne korzyści. Policjant lekko psuje nam humory, ale jedziemy dalej. 

Docieramy do Rio Lagartos. To mieścina znana z rejsów, podczas których można obserwować ptactwo wodne. Ponoć piękna wycieczka, ale nie odczuwamy wielkiej potrzeby brania w niej udziału i jedziemy dalej. Samo Rio Lagartos nie jest miejscem godnym uwagi. Za to jest miejscem, w którym można przebić oponę.

Kilka kilometrów za miasteczkiem dociera do nas niepokojący dźwięk. Bezdroża Meksyku to nie jest miejsce, w którym chcemy się zatrzymywać, ale nie mamy wyboru. Przebita opona. Świetnie. Komary nas zżerają, postawny Meksykanin zatrzymuje się, żeby upewnić się, że mamy odpowiednie klucze, a my cieszymy się, że nasze auto jest nowe i śruby dają się odkręcić w rekordowym czasie. Komary motywują. 

Tourist trap?

Poirytowani i zdenerwowani docieramy do Las Coloradas. To dziura na końcu świata, gdzie na terenie odsalarni znajduje się jeziorko w różowym kolorze. Zdobyło wielką popularność na Instagramie, więc nic dziwnego, że okoliczni mieszkańcy robią na nim biznes. W niezbyt przyjemny sposób. Jeziorka nie można zwiedzić bez “przewodnika”. Naszym przewodnikiem jest Miguel, który mówi tylko po hiszpańsku, przeprowadza nas w te i z powrotem przez groblę, pokazuje małego flaminga i na tym kończy się jego rola. Jakieś 20 minut roboty, 200 MXN w kieszeni.

Jakby tego było mało, przy wejściu dowiaduję się, że nie mogę robić zdjęć aparatem. Nie, nie mam potężnej lustrzanki z kilometrowym obiektywem. Mam bezlusterkowca. Ale nagle znajduje się człowiek, który mówi po angielsku i tłumaczy mi, że apratem zdjęć robić nie wolno. Tylko telefonem. Na moje pytanie o różnicę między aparatem a telefonem odpowiedzieć już nie umie.

Przynajmniej jeziorko jest różowe, mimo dość pochmurnej aury.

Do Valladolid mamy jakieś 150 km i pokonujemy je z kołem zapasowym, więc turlamy się 70-80 km/h. Naprawa opony przed dalszą trasą jest priorytetem, więc niestety rezygnujemy z miasta majów Ek Balam i cenot. Zamiast tego spędzamy urocze minuty na infolinii Avis i zagryzamy smutki empanadami.

Wnioski końcowe

A teraz odpowiedzmy sobie na najważniejsze pytanie: czy warto jechać do Las Coloradas?

Jeżeli nie masz auta: nie

Jeżeli masz ograniczony czas: nie

Jeżeli masz auto: przeczytaj wszystko, co napisali o Las Coloradas w internecie i zdecyduj sam/-a

‚Czy żałuję wycieczki do Las Coloradas? Ja z założenia 99% rzeczy w swoim życiu nie żałuję. Spotkanie z policją i przebita opona zdecydowanie zaburzają bilans tej wycieczki. Cieszę się, że wyrobiłam sobie własną opinię na temat różowych jeziorek. Cieszę się, że pojechałam tam z odpowiednim nastawieniem, a nie zaślepiona pięknymi fotkami w internecie. Czy pojechałabym jeszcze raz, wiedząc jak ten dzień będzie wyglądał? Pewnie nie i pewnie wybrałabym Ek Balam i cenoty. Ale przynajmniej jeziorko było różowe.

Internetowe wskazówki głoszą, że trzeba minąć naganiaczy na wjeździe do Las Coloradas, jechać dalej prosto aż skończy się asfaltowa droga i jeszcze kawałek. Na końcu będą różowe jeziorka. Jest jedno ale: w warunkach wypożyczenia auta zapewne będziecie mieli zapis o tym, że nie wolno Wam jeździć po nieutwardzonych drogach.

Zdjęcia różowych jeziorek zostały zrobione telefonem i nie były edytowane.

19 komentarzy

  • Travel Bug

    Czasami tak bywa, że wszystko w czasie podróży zdaje się nam sprzeciwiać, ale mam podobne podejście, nigdy niczego nie żałuję bo warto wyrobić sobie własne zdanie o danym miejscu;)

  • Magdalena Bur/1000krokow.pl

    Ciekawe o co chodzi im z tymi aparatami? Bo to niesamowicie irytujące kiedy ktoś, nie wiedzieć czemu Ci czegoś zabrania. I nie ma jeszcze do tego żadnego prawa.
    Ja tez lubię sama wyrobić sobie zdanie i wcale się nie dziwie, że zdecydowaliście się na taką wycieczkę.

    • Karolina | Worldwide Panda

      To jest naprawdę bardzo dziwne. Jeszcze nikt z moich znajomych nie wpadł na to, co może być przyczyną.

  • Dee

    Dzięki takim artykułom spełniam swoje marzenie o podróży po meksyku. W realu jeszcze się nie udało, ale ta chwila nastąpi, póki co zachwycam się twoimi tekstami i fotkami. Cuda

  • Gabi, odpodrozydopodrozy.pl

    Bardzo ciekawe miejsce pokazałaś. Błekit ślicznie kontrastuje z różem wody, miasteczko też urokliwe. Nie wiem, czy tam kiedyś dotrę, ale na pewno Twoja wycieczka zachęca do pojechania w ten rejon,
    pozdrawiam

    • Karolina | Worldwide Panda

      Na szczęście to nie jest jedyne różowe jezioro na świecie i mam wielką nadzieję, że sytuacja przy pozostałych jest lepsza

  • Dee

    Meksyk to moje marzenie od zawsze. Nie wiem na które urodziny, ale kiedyś zrobię sobie taki prezent. Dzieki za cudowną relacje i za potwierdzenie, że Instagram trochę namieszał na świecie podróżnikom.

    • Karolina | Worldwide Panda

      To będzie bardzo dobry prezent 🙂 takie to blaski i cienie Instagrama. Pokazuje nam nowe miejsca, a potem te miejsca przekształcają się w coś dziwnego. Warto w tym wszystkim zachować własny rozum 🙂

  • Roksana www.kopanina.pl

    Pierwszy raz pojechałam w tą podróż tutaj z Tobą. Fajnie że zaznaczyłaś, że nie edytowałaś zdjęć. Faktycznie dzięki temu można zobaczyć jak jest. Podkoloryzowane zdjęcia na Insta zaburzają to zazwyczaj.

    • Karolina | Worldwide Panda

      Aparaty też zazwyczaj nie oddają rzeczywistości, ale zawsze lepiej się pozytywnie zaskoczyć niż niemiło rozczarować 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: