Europa,  Portugalia

Lizbona na weekend – miejsca, które warto zobaczyć

Moje obserwacje wskazują, że Lizbonę można kochać albo nienawidzić. Z jakiegoś powodu to miasto wzbudza dość skrajne emocje. Trochę rozmów o Lizbonie przeprowadziłam i stolica Portugalii chyba nikomu nie była obojętna. 

plac w Lizbonie

Za co można kochać Lizbonę?

  • Za piękne położenie na 7 wzgórzach niczym Rzym. Porządna dawka aktywności gwarantowana.
  • Za punkty widokowe
  • Za jedzenie (tuńczyk <3)
  • Za kafelki
  • Za kolory
  • Za budki z kawą, winem i sokiem pomarańczowym na każdym placyku
  • Za przemiłych ludzi, którzy chcą się z Tobą dogadać po portugalsku mimo, że nie mówisz po portugalsku. Jakimś cudem to działa

Za co można kochać Lizbonę trochę mniej?

  • Za położenie na 7 wzgórzach niczym Rzym. Nie każdy lubi latać góra-dół. Ja bardzo lubię.
  • Za to że się rozpada. Nie ma co ukrywać, miasto trochę się sypie. Wyjazdy do Azji udoporniły mnie na dziadostwo, zaniedbane budynki mają w sobie coś romantycznego, ale obiektywnie muszę przyznać, że Lizbona nie jest najlepiej utrzymana.
  • Za nieprzewidywalne godziny otwarcia knajp

Ja zdecydowanie zaliczam się do ludzi kochających Lizbonę. Ma wszystko to, co lubię (patrz wyżej), a jej wady praktycznie nie są dla mnie wadami. Skoro wstęp teoretyczny mamy za sobą, odpowiedzmy sobie na najważniejsze pytanie…

Co zobaczyć w Lizbonie?

To będzie moja subiektywna lista atrakcji Lizbony w kolejności zupełnie przypadkowej. Możecie to potraktować jako mały przewodnik po Lizbonie, bo wiele miejsc jest ułożonych w całkiem sensownej do zwiedzania kolejności. Na pierwszy ogień niech pójdzie…

Błąkanie się po uliczkach

Dzielnica Alfama jest do tego doskonała. Mnóstwo budynków pokrytych płytkami azulejos, wąskie uliczki, którymi jeżdżą tramwaje i kilka punktów widokowych. Zacznijmy od azulejos. To piękne, szkliwione płytki, które tworzą misterne wzory albo komiksowe mozaiki ze scenkami rodzajowymi. Byłam pewna, że budynków pokrytych pięknymi azulejos będzie raptem kilka, ale nie! Cała Lizbona jest jedną wielką cudowną płytką. Jedną z charakterystycznych, niebieskich mozaiek “komiksowych” znajdziecie przy punkcie widokowym Miraduoro de Santa Luzia.

A tuż obok będzie kolejny punkt widokowy Lizbony, jeden z moich ulubionych:

Miraduoro das Portas de Sol

Czyli pierwszy z wielu punktów widokowych. Co ja mogę powiedzieć? Widoczek pierwsza klasa, kawiarenka jest, wręcz doskonale, prawda? Położenie miasta zdecydowanie wpływa na jego korzyść.

Miraduoro da Graça

Lista punktów widokowych Lizbony rośnie, czas na mojego drugiego faworyta. Miraduoro da Graça polecam na zachód słońca, bo siedzicie sobie pod kościołem, bo wino, bo widok na most, bo po prostu jest pięknie. I jest też pełno ludzi, którzy wiedzą co dobre.

Tuż obok jest budynek, który stał się moim ulubionym budynkiem w Lizbonie. Każdy budynek obłożony turkusowymi płytkami byłby moim ulubionym.

Łuk triumfalny Arco da Rua Augusta

Wstęp na łuk triumfalny kosztuje 3 euro, a widok jest wart każdych pieniędzy. Nad Tobą zamek, pod Tobą Praça do Comercio, dookoła Ciebie Lizbona.

Łuk triumfalny nie powstał dla upamiętnienia zwycięskiej bitwy, chyba że w sensie metaforycznym. W 1755 potężne trzęsienie ziemi zrównało z ziemią Lizbonę, poturbowało też Maroko, wywołało tsunami. Z miasta dużo nie zostało, ale Portugalczycy wzięli się za robotę, której zwieńczeniem było właśnie wybudowanie łuku triumfalnego, który upamiętnia odbudowę Lizbony. Wątek trzęsienia ziemi będzie wracał jeszcze wiele razy, jak będziecie czytać o zabytkach miasta.

Elevador de Santa Justa, Klasztor Karmelitów i plac Carmo

Lizbona jest miastem wzgórz, wind i tramwajów, bo jakoś te nierówności przecież trzeba pokonywać. Na przełomie XIX i XX Portugalczycy uznali, że trzeba sobie ułatwić życie, wykorzystać cuda techniki i tym samym skrócić drogę w górę. Tak powstały windy. Elevador de Santa Justa jest jedyną windą jadącą po prostu pionowo, pozostałe to raczej kolejki wwożące na górę. Przejazd windą Santa Justa można sobie odpuścić, zwłaszcza że kosztuje 5,30 euro, ale sama neogotycka konstrukcja jest całkiem ciekawa.

Na górze witają nas ruiny klasztoru Karmelitów, który jest jedną z wielu ofiar trzęsienia ziemi i akurat on nie został odbudowany. Przyznaję, robi wrażenie, nawet trochę upiorne. Zaraz za klasztorem jest plac Karmelitów (Largo do Carmo), który z jakiegoś niejasnego powodu stał się moim ulubionym punktem odpoczynkowym. Wino/sok/kawa wskazane.

Chwila, przecież przejażdżka windą w Lizbonie powinna być punktem obowiązkowym. Możecie skorzystać na przykład z Elevador de Bica. Trochę to smutne, że tylko jeden wagonik jest pięknie żółty. Drugi jest okropnie upaprany graffiti. Mam nadzieję, że już go odmalowali na żółto. Paskudnego graffiti jest w Lizbonie zdecydowanie za dużo…

Pałac Fronteira

Od samego początku wiedziałam, że muszę zobaczyć ogrody Pałacu Fronteira. Pałac jest położony na uboczu, kawałek od centrum, bilet kosztuje 6 euro, ale to nie miało znaczenia. Ja po prostu musiałam. I to była słuszna decyzja. Jeśli szukacie pięknych portugalskich płytek azulejos, jedźcie do Pałacu Fronteira. Jeśli chcecie zobaczyć miedziane azulejos, też tam jedźcie. Jeśli chcecie zobaczyć ogrodową kaplicę, udekorowaną muszelkami i potłuczoną chińską porcelaną, to też wiecie co robić.

Jak chcecie zobaczyć ten sam przepiękny odcień kobaltu co na Penang, no to też w Pałacu Fronteira.

W przypadku tego zabytku jestem nieobiektywna, bo po prostu kocham go całym swoim serduszkiem.

Belém, ciastka, most 25 kwietnia

W jednym punkcie zbieram wszystkie atrakcje w Belem i okolicach. Punkt najważniejszy: jedziecie tramwajem do Belem, wysiadacie, idziecie na pasteis de nata tam gdzie wszyscy, bierzecie od razu 3 na głowę, zjadacie od razu 3. Powtarzacie tak długo, jak długo jesteście w okolicy cukierni Pastéis de Belém. Oczywiście, możecie być na diecie, możecie nie lubić słodkiego, ale to po prostu nie ma sensu. Pasteis de nata są po to, żeby je jeść. W hurtowych ilościach.

Jak już się najecie, to przejdźcie się koło klasztoru Hieronimitów i pod wieżę Torre de Belem.

Klasztor Hieronimitów pięknie prezentuje styl manueliński (późny gotyk pomieszany z wpływami Maurów). W klasztorze zwiedzamy przepiękne krużganki i są one przepiękne, ale trochę rozczarowujące. Bo krużganki i referektarz to tylko mały kawałek tego gigantycznego obiektu. Ok, jest też kościół. Chyba że przyjedziecie w niedzielę. Wtedy raczej nie ma kościoła. Nie przyjeżdżajcie w niedzielę. W poniedziałek też nie, bo zamknięte.

Z Belem warto skoczyć tramwajem w okolice Mostu 25 kwietnia i podziwiać jak pięknie lizbończycy wykorzystują brzeg tagu. Ścieżki rowerowe, mnóstwo biegaczy, knajpy, knajpeczki. Piękna sprawa. Most też robi wrażenie i to całkiem specyficzne, bo stojąc pod nim możecie podziwiać podwozia samochodów. Jezdnia jest tak naprawdę wielką kratą, co gwarantuje nie tylko doznania wizualne, ale też dźwiękowe.

No i co? To wszystko?

Nie, to nie wszystko. Jest przecież jeszcze piękny plac Praça Dom Pedro IV (to ten, na którym zacznie Wam lecieć w głowie “Nie ma fal”), jest zamek świętego Jerzego, jest jeszcze więcej punktów widokowych. Ale jak to zmieścić w jednym tekście? No nie da się. 

Jest też tramwaj 28, do którego ustawiają się kolejki. Nie dziwię się, przejażdżka starym tramwajem przez najważniejsze punkty Lizbony to fajna rzecz. Szkoda tylko, że piękne żółte tramwaje zostały oszpecone reklamami…

Czy Lizbonę da się zwiedzić w weekend? Najlepiej w taki przedłużony. Ja bym mogła całe dnie błąkać się po uliczkach i robić zdjęcia płytek. Dla mnie Lizbona ma niesamowicie wyluzowany i przyjemny klimat, który sprawia, że chce się tam być, pić wino na placu słuchając muzyki i gapić się na ludzi. I jeść tuńczyka. W życiu nie jadłam tak pysznych steków z tuńczyka, jak w Lizbonie.

Wymienione przeze mnie atrakcje możecie spokojnie przekuć w plan zwiedzania Lizbony w 2 dni. Albo w 3. Albo w 4 dni i dorzucić Sintrę.

Lizbona – informacje praktyczne

Noclegi

  • W Lizbonie jest mnóstwo mieszkań na wynajem krótkoterminowych, nawet dla grup 6-8 osób. Nasze mieszkanie było bardzo blisko Praca do Comercio i sąsiadowało z kościołem 😉
  • Lizbona w lutym? To bardzo dobry pomysł! My trafiliśmy na 20 stopni i piękne słońce. W sezonie Lizbona jest zalewana przez turystów. Poza sezonem było idealnie: nie za pusto, nie za tłoczno. Noce są zimne, więc zwróćcie uwagę, czy Wasz hotel/airbnb ma ogrzewanie.

Transport

  • Dojazd z lotniska w Lizbonie do centrum jest prosty: metrem albo Uberem. Uberem będzie znacznie szybciej i tanio.
  • Zwiedzanie i poruszanie się po mieście na pewno może ułatwić karta Lisboa Card. Jest jednak dosyć droga i trzeba się trochę nabiegać, żeby się zwróciła. Opcja 48h kosztuje 34 euro. Warto przed wyjazdem przekalkulować, czy to ma sens.

Gdzie zjeść w Lizbonie

  • Zapadły mi w pamięć trzy restauracje w Lizbonie: O Trigueirinho (tuńczyk!), Tasco do Turra (super tuńczyk!), Churrasqueira da Paz (tu Państwo poratowali nas rybą z ryżem przed oficjalnym otwarciem).
  • Godziny otwarcia knajp podane w internecie raczej nie będą się pokrywać z rzeczywistością 😉 nie raz i nie trzy byliśmy głodni i sfrustrowani, bo jakaś restauracja działała w znanych tylko sobie godzinach otwarcia.

10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: