Australia

Sydney – informacje praktyczne

Drugi raz rozpoczynam zwiedzanie od informacji praktycznych, więc chyba już mogę uznać, że to już tradycja. Także Tradycjo, zaczynamy:

Transport

Sydney to majstersztyk transportu publicznego. Z jednym małym wyjątkiem, który spotyka nas na samym początku. Przylatujemy, wychodzimy z lotniska, idziemy na pociąg do centrum, kupujemy kartę o uroczej nazwie Opal, która jest naszym biletem na transport wszelki. W przeciwieństwie do Myki w Melbourne, Opal jest darmowy. Musimy go tylko doładować. I doładujmy sporą kwotą, bo za samo przejście przez bramkę dzielącą lotnisko od pociągu zapłacimy 13,40 AUD plus kwota za pokonaną pociągiem trasę do celu. W sumie do centrum Sydney jakieś 16-18 AUD. To właśnie ten niemiły wyjątek.DSC_0186

Dzięki Opalowi możemy korzystać z: pociągów, autobusów, promów, tramwajów. Kilka wskazówek:

  • Ceny różnią się w zależności od pory dnia. Wiadomo, w godzinach szczytu drożej
  • W niedzielę za cały dzień podróży na jakąkolwiek odległość w Nowej Południowej Walii zapłacimy 2,50 AUD za cały dzień (wliczając w to na przykład dojazd autobusem do dworca). Dobra opcja żeby wybrać się gdzieś dalej poza Sydney.
  • Pociągi są zdecydowanie najważniejsze jeśli chodzi o przemieszczanie się z punktu A do B. Jeżdżą często, mają stacje w najważniejszych punktach miasta. W weekendy może się przytrafić jakiś remont i zamknięta linia, ale nie ma co panikować. Organizacja komunikacji zastępczej jest rewelacyjna i nie traci się pół dnia na odnalezienie swojej drogi.
  • Promy, najzwyklejszy środek transportu publicznego, są świetną atrakcją turystyczną. Zwłaszcza po zachodzie słońca z Darling Harbour do Circular Quay (znaczy do Opery) i w ciągu dnia z Circular Quay do Manly.
  • Autobusy w Sydney są mało przyjazne użytkownikowi. Wszystkie przystanki są na żądanie i nie wiesz, jak nazywa się następny, bo nikt nie wpadł na to, żeby w autobusie zrobić listę przystanków. Polecam odpalić Google Maps, patrzeć jak przemieszcza się niebieska kropka i gdzieś w okolicy miejsca docelowego wcisnąć STOP. Środek transportu dla miłośników hazardu.

 

Noclegi

Jeżeli nie macie basenu wypełnionego dolarami jak Sknerus McKwacz, a lubicie łazienkę w pokoju, to zrezygnujcie z hoteli. Za cenę pokoju z łazienką i aneksem kuchennym w centrum Melbourne, w Sydney można mieć łóżko w pokoju wieloosobowym z łazienką na korytarzu. Sydney jest jednym z najdroższych miast świata i niestety hotele są tego doskonałym przykładem. Więc jeśli Sydney, to tylko i wyłącznie Airbnb.

W jakiej okolicy szukać noclegu? W moim przypadku sprawdziło się Surry Hills, dzielnica ok. 15 min piechotą od Central Station. Blisko autobusów na plaże Bondi i Coogee, supermarkety, knajpy i bary w okolicy. No i piękne australijskie szeregówki.

DSC_0057.JPG

Jedzenie

Trochę trudniej znaleźć obiad w Sydney niż w Melbourne. W Melbourne obiad szuka człowieka, w Sydney człowiek szuka obiadu. Dobrze zaglądać w “bramy” budynków w centrum, bo tam kryją się food courts, a w nich kuchnie świata w przystępnych cenach. Niestety strzałki “food court” zazwyczaj nie rzucają się w oczy, więc trzeba ich szukać.

Przykładowe ceny: rolka sushi 2,50-3 AUD (dwiema najadałam się do syta). Zestaw lunchowy (2 rodzaje dania głównego plus makaron/ryż) około 5-7 AUD.

Warto też szukać promocji. Na przykład w Keg&Brew każdego dnia inne danie jest za 10 AUD (dzięki Maciek!).

 

Pogoda

Wilgotno. Bardzo wilgotno. Ręczniki nie lubią schnąć w Sydney. Pogoda bardziej zrównoważona emocjonalnie niż w Melbourne, ale w marcu potrafi popadać. Co zrobić jak pada? Najlepiej poszukać darmowego muzeum, np.: Art Gallery of New South Wales.

DSC_0440_1

Co poza Sydney?

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać z miasta? Zwłaszcza w niedzielę za 2,50 AUD? Dobry kierunek: Góry Błękitne. Wsiadamy do pociągu Blue Mountains Line i jedziemy do miejscowości Katoomba. Inny dobry kierunek na całodniową wycieczkę: Royal National Park. Opcji jest sporo i naprawdę warto z nich skorzystać.

DSC_0255.JPG

Na ile?

Ile czasu warto spędzić w Sydney? Trudne pytanie. Jak ktoś się uprze, to obskoczy Top 5 w dwa dni, pojedzie w Góry Błękitne i ma z głowy. Ewentualnie doliczy jeden dzień na wylegiwanie się na jednej z pięknych plaż.

Tydzień w Sydney też jest spoko, no bo jak można się nudzić w mieście, które ma 12 000 km kwadratowych? (trochę matematyki: to tak przykładowo 100 km na 120 km. Dla porównania Warszawa ma trochę ponad 500 km kwadratowych). Wybierając się w marcu warto zaplanować trochę więcej czasu w Sydney, bo pogoda może spłatać figla i na przykład uniemożliwić wycieczkę za miasto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *