Azja,  Zjednoczone Emiraty Arabskie

Tydzień w Dubaju

Tydzień w Dubaju? To bez sensu, mówili. Co można robić przez tydzień w Dubaju? Ano całkiem sporo, a nawet można nie zrealizować swojego planu w 100%. Bo ja muszę mieć plan. Lubię mieć plan. Sam proces tworzenia planu jest niezwykle satysfakcjonujący i pozwala nie zwariować   w oczekiwaniu na wyjazd. Plan więc był, a z jego realizacją poszło nadzwyczaj kiepsko. To nie w moim stylu, ale zaważyły dwa czynniki:

  1. Odległości
  2. System transportu publicznego

Odległości są ogromne, a system transportu publicznego w Dubaju działa według własnego widzimisię (oprócz metra, metro jest super). To co było w tym mitycznym planie? W skrócie: to o czym wszyscy myślą, gdy słyszą “Dubaj” i wręcz przeciwnie – Dubaj stary i tradycyjny. Właśnie ten stary i tradycyjny się nie udał. Trudno, innym razem. Przewrotnie zacznę opowieść morałem i stwierdzę: nie ma co płakać, że czegoś się nie zobaczyło, trzeba się cieszyć tym, co zobaczyć się udało. Podpisano: Karolina Coelho. dsc_0160_1dsc_0163_1

Tak jakoś wyszło, że nasz hotel był mniej więcej w połowie pomiędzy atrakcjami, więc mój Dubaj dzieli się na Prawo i Lewo. Zacznijmy od Prawego Dubaju. Można się zapuścić bardzo w prawo, czyli aż do Deiry, gdzie są souki i, zdaniem niektórych, prawdziwy Dubaj. Ja się z tym nie zgadzam, bo dla mnie Dubaj to wieżowce, więc mój Dubaj kończy się w okolicach Burj Khalifa. Tam też dojeżdżamy metrem. Wysiadamy. Idziemy klimatyzowaną kładką (coś jak tunel ale nad ziemią, zabudowana z każdej strony i klimatyzowana kładka. Spoko, ma okna) aż do końca. Czyli 1,5 km. I zostajemy w klimatyzowanym świecie, bo kładka kończy się w Dubai Mall, centrum handlowym, które przytłacza mnie swoją wielkością. Odnajdujemy swoją drogę w dół i znajdujemy wejście do Burj Khalifa (w rzeczonym Dubai Mall). Bilety warto kupić przez internet, bo są spooooro tańsze niż na miejscu. Schodami do góry, przez korytarz, do windy, jesteśmy. Wow. Widok w dół z 124. piętra (452m) jest tak abstrakcyjny, że lęk wysokości przestaje działać. Wrażenie takie, jakby się grało w Sim City. Widok na pustynię, wieżowce, morze, tycie domeczki, fontannę.

Fontanna! Fontanna jest najwspanialsza, najpiękniejsza, najcudowniejsza i największa na świecie. Tak, przyjeżdżałam tam prawie co wieczór, bo chciałam jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Fontanna gra, śpiewa, pluje wodą i świeci na szczęście jednym kolorem a nie milionem kolorów. Jest wspaniała i żaden filmik niestety tego nie odda. Koniecznie trzeba wrócić pod Burj Khalifa wieczorem i obejrzeć spektakl. Albo dwa. Lub trzy. Tak jak ja.

dsc_0184_120150828_174102_HDRDSC_0263_1.JPGdsc_0332_1

Spod Burj Khalifa możemy pojechać na lewy koniec mojegu Dubaju, do Dubai Marina. Marina robi niesamowite wrażenie, ale jednocześnie jest przykładem absurdu wody na pustyni. Wykopmy sobie jezioro. Obudujmy gęsto betonem i szkłem wieżowców. Jeszcze gęściej. Za mało. Oddzielmy wieżowcami jezioro od morza. No i droga musi być. Kilka mostów. A teraz wprowadźmy mnóstwo ludzi. Krótka lekcja geografii i fizyki: woda się nagrzewa. Paruje. Nie ma dokąd pójść, bo dookoła są budynki. Które się nagrzewają. Oddają ciepło. Do tego samochody w korkach. Powiedzieć, że jest ciepło, to nie powiedzieć nic. Ale jest pięknie, zwłaszcza w nocy. A za dnia można pójść na plażę. A na plaży doznać ciekawego zjawiska. Otóż na plaży w Marinie wiatr wieje w dwóch kierunkach jednocześnie. Od morza i z lądu. Skąd to wiem? Bo zaintrygowały mnie chorągiewki zwrócone w różne strony. I co wykombinowałam? Że ściana betonowych wieżowców odbija wiatr wiejący od morza. Ot, trochę nauki na wakacjach.2015-09-01 11.43.09_1.JPG20150830_205616_hdr

W Dubai Marina wsiadamy do tramwaju i jedziemy do Palm Jumeirah. Tramwaj jest zjawiskiem ciekawym, bo jeździ w kółko i od tego kółka ma jedną odnogę. Wydawałoby się, że proste. Otóż nie. Każdy tramwaj miał to samo napisane na czole, a jeden robił kółka (aż 4 przystanki), a drugi jechał prosto do Palm Jumeirah… Może to temperatura, a może arabska fantazja, ale nie udało mi się rozszyfrować systemu działania. Udaje nam się dojechać do Palm Jumeirah. Wysiadamy. Idziemy na stację monorail – kolejki jadącej na sam koniec palmy. Do kolejki obowiązuje inny bilet, ale mimo to myślę, że jest to bardziej opłacalne niż taksówka z jednego prostego powodu: kolejka jedzie ponad poziomem ulicy i widać, że palma jest palmą. Z Palmą mam problem, bo gdy się na niej jest, trzeba przypominać sobie, że to wyspa wybudowana przez człowieka. Inaczej jest po prostu kawałkiem lądu, a hotel Atlantis zdecydowanie nie jest w moim guście. Na Palmie zjawisko to samo, co w Marinie: dużo wody i betonu, czyli nieznośny gorąc potęgowany nieznośną wilgotnością powietrza.DSC_0358_1.JPG

Kolejny etap zwiedzania Dubaju i kolejny przykład efektu wody na pustyni: Madinat Jumeirah, Wenecja Emiratów. Luksusowy kompleks hoteli, sklepów i restauracji, a pomiędzy nimi kanały. Dużo wody, woda się nagrzewa, paruje, blablabla, gorąco. Ale pięknie. I urokliwie.dsc_0580_1dsc_0601_1dsc_0623_1dsc_0627_1

Pomiędzy tym wszystkim są jeszcze galerie handlowe. Tak, wiem, komu odbiło na tyle, żeby zwiedzać galerie handlowe? Otóż proszę państwa, ma to sens. Pełnowymiarowe lodowisko do hokeja? Gigantyczne akwarium? Znany wszystkim stok narciarski? A może fontanna-wodospad? Mówcie co chcecie, robi wrażenie. Dubai Mall i Mall of Emirates. Polecam. Poza wymienionymi powyżej jest jeszcze jedno: klimatyzacja.

2 komentarze

    • Karolina | Worldwide Panda

      Dziękuję 🙂 można wydać miliony, można wydać rozsądne pieniądze. Wszystko zależy od tego, czego chcesz 😉 Dubaj jest nastawiony na atrakcje dla turystów i dzień w aquaparku kosztuje chyba kilkaset złotych. Pytanie, czy po to jedziesz do Dubaju 🙂 noclegi można znaleźć w normalnych, polsko-europejskich cenach, obiady jedliśmy za kilkanaście złotych. Ceny podstawowych produktów spożywczych są takie jak w Polsce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: