Asia,  Vietnam

Vietnam: Ho Chi Minh City

Zaczęło się od trzęsienia ziemi, a później napięcie rosło. To trzęsienie ziemi nie było dosłowne, ale etap “Południowy Wietnam” zaczął się dość spektakularnie.

It started with an earthquake and then it only got better. Well, not literally with an earthquake, but “Southern Vietnam” chapter started with a bang.

Południowa część wyjazdu do Wietnamu zaczęła się tak naprawdę jeszcze na lotnisku w Hanoi, gdzie poznaliśmy przesympatyczną parę z Gdańska. Tacy ludzie, z którymi odnajdujesz wspólny język i poczucie humoru w pierwsze 3 minuty. A potem dowiadujesz się, że męska połowa pary przepłynęła rowerem wodnym typu łabędź z Krakowa do Gdańska i już wiesz, że to będą niezapomniane dwa dni. Kilka godzin później lądujecie w Ho Chi Minh City i czekając na swoje plecaki przy taśmie bagażowej, odkrywacie że w tym prawie 9 milionowym mieście będziecie mieszkać w tym samym hostelu. Przypadek? Nie sądzę.

Our trip to the South started at Hanoi Airport, were we met a couple from Poland. People with whom it simply clicks. Especially when you discover that the guy took his friend and a swan-shaped pedal boat and pedaled the Vistula river from Cracow to Gdansk. It’s about 1000 km. We met them and we knew that upcoming 2 days simply couldn’t be ordinary. Few hours later we landed in Ho Chi Minh City and while waiting for our backpacks, we discovered that in a city with almost 9mln inhabitants we booked the same hotel.

Jest godzina 23. Wysiadamy z autobusu Lotnisko-Centrum gdzieś w centrum. Według mapy do naszego hotelu idzie się w prawo, w lewo i jeszcze raz w lewo. Są knajpy, jest życie nocne, jest fajnie! Godzinę, hektolitry potu, kilkanaście ciemnych uliczek i zbyt wiele ponurych zaułków później docieramy do hotelu. Po bardzo radosnym przywitaniu z właścicielem (udało się! przeżyliśmy!), podpisaniu oświadczenia, że nie będziemy trzymać broni w hotelu i po zaopatrzeniu się u właściciela w Bia Saigon (żadna siła by nas nie zmusiła do pokonania tych zaułków raz jeszcze i szukania sklepu), siedzimy na tarasie, patrzymy się w ciemną nicość i doskonale się bawimy do 3 nad ranem. Niezły sajgon (musiałam).

At 11pm we took an Airport-City Center bus and ended up somewhere in the center of HCMC. According to the map, we had to go right, left and left. There were bars, restaurants, nightlife, it was great! One hour, several liters of sweat and way too many dark alleys later, we found our hotel. After signing an agreement saying that we wouldn’t bring guns to the hotel and after buying several cans of Bia Saigon from the owner (no way we would go to the store through these dark alleys again), we ended up on the rooftop, staring into darkness and having fun till 3am.

Rano zaułki nie wyglądają już tak źle, drogi nie są aż tak kręte, a nasz hotel nie jest aż tak schowany. Ruszamy stawić czoła temu, ponoć nudnemu, miastu. Nie mamy planu, nikt nic nie przeczytał, mamy ksero mapki od pana z hotelu. I tak trafiamy na Pałac Zjednoczenia – dawny pałac prezydencki, w którym urzędował prezydent Wietnamu Południowego. Nie nastawiamy się na nic, a okazuje się, że świetnie trafiliśmy. Wszystko jest ciekawe – od bryły budynku, przez jego wyposażenie (meble z lat 60.), bar na dachu, bunkier w podziemiach, prezydencką łazienkę w której absolutnie wszystko jest w kolorze jajecznicowożółtym aż do dwóch czołgów, które stoją w pałacowym ogrodzie, a które w 1975 roku pokonały bramy i tym samym podbiły Południe i zakończyły wojnę wietnamską. Przy okazji, w 1976, komunistyczna władza z Północy zmieniła nazwę miasta z Saigon na Ho Chi Minh City. Taki prztyczek prosto w nos demokratycznego Południa.

In the daylight dark alleys weren’t as dark, streets didn’t have that many turns and our hotel wasn’t as hidden as in the night. We were ready to face Ho Chi Minh City, apparently a boring city were you can’t do anything interesting. We didn’t have a plan in our heads, but we did have a map from our hotel. That’s how we ended up in the Reunification Palace which was a presidential palace until 1975. Home and office of presidents of South Vietnam. We didn’t have any expectations at all and we had a great time! Everything was interesting – architecture, interior design (hello 60s), rooftop club, underground bunker, presidential bathroom where EVERYTHING was in a scrambled eggs inspired yellow and two tanks in the garden which crashed the gate of the palace in 1975 and at the same time ended the history of South Vietnam and Vietnamese War. Btw, in 1976 communists from the North changed the name of the city from Saigon to Ho Chi Minh City to emphasize that they had the power.

Apartament prezydencki | Presidential apartment

 

Wychodząc z Pałacu Zjednoczenia porzucamy klimaty komunistyczne i trafiamy prosto we francuski kolonializm. Katedra Notre Dame, do budowy której surowce ściągano z Francji, może i robi wrażenie, ale znacznie większe robi budynek Poczty Głównej tuż obok. Obiecajcie, że wejdziecie do środka. 

We left the Palace and communism behind and went straight into French colonialism. Notre Dame Cathedral, which was built from materials imported from France, looks impressive, but the Post Office next to it looks even better. Promise me you’ll go inside.

Ratusz i aleja Nguyen Hue mają podobny klima. To wszystko jest jakieś takie francuskie. I zadbane. I naprawdę piękne! Wisienką na torcie tej mieszanki jest Bitexo Financial Tower – drugi najwyższy budynek w Wietnamie, 258m. Powiedzieć, że Sajgon jest ciekawy, to jak nie powiedzieć nic.

The City Hall and Nguyen Hue street are amazing as well. It all looks very French. And it’s all well kept. The cherry on top of this architectural mix of 60s, tanks and France is Bitexo Financial Tower – the 2nd tallest building in Vietnam, 258m. It wouldn’t be fair to say that Ho Chi Minh City is boring.

Ratusz | City Hall

Tylko ten Distric 1 w którym mieszkamy, jakoś nie może nas do siebie przekonać. Po zmroku staje się głośny, imprezowy, a jednocześnie niezbyt przyjemny poza jego głównymi ulicami. Zwłaszcza, że żadna z 3 map które mamy nie ma dobrze odwzorowanych zaułków, ścieżek i uliczek.

Z Ho Chi Minh City wyjeżdżamy po jednym dniu, a na sam koniec wracamy na jedną noc i fantastyczne jedzenie w Bun Cha 145. Jak już nie musimy wchodzić w podejrzane uliczki District 1, jest jakoś lepiej. W tym momencie powinnam zapowiedzieć wpis o tunelach Cu Chi i Delcie Mekongu, ale nie zapowiem. Z pełną świadomością odpuściliśmy sobie obie te wycieczki i pojechaliśmy nad morze. Czy żałujemy? Sądząc po opiniach znajomych – nie. Czy namawiamy do tego samego? Każdy niech poczyta i zdecyduje za siebie. Czy jeden dzień w Ho Chi Minh City to wystarczająco? Moim zdaniem tak.

Only District 1 where our hotel is located, doesn’t look very appealing to us. In the night it get loud and lively and at the same time creepy if you’re not in main streets. Especially because all 3 maps we had showed alleys differently.

We left Ho Chi Minh City after whole day of walking and we came back for one more night and amazing dinner at Bun Cha 145. We didn’t stay in District 1, so it was a bit better. Probably now would be a good moment to write about Cu Chi tunnels and Mekong Delta, but I won’t. Why? Based on opinions of our friends, we decided to skip both things. Do we regret? No. Do I think you should go there? Read about it on blogs and decide. Is one day in HCMH enough? In my opinion: yes.

Bitexo Tower

Informacje praktyczne:

Z lotniska do District 1 i z powrotem jechaliśmy autobusem 109.

Noclegi: Saigon Inn – super hotel, gdyby nie te ponure zaułki. Największy wybór śniadań na świecie. Przemili Wietnamczycy i ich przedsiębiorcza matka. Jak w każdym hotelu w Wietnamie, bez problemu można zarezerwować bilety na autobus albo kupić wycieczkę.

Boss 3 Hotel – położony przy samej ulicy, z niezbyt szczelnymi oknami, przez co nie da się w nocy spać. Hotel w porządku, ale bez szału

Jedzenie – ogromny wybór miejsc, ale nie każde jest godne uwagi. Polecam rekomendacje Trip Advisor i Bun Cha 145.

Zakupy – zdecydowanie NIE na targu Ben Thanh, to miejsce dla ludzi o mocnych nerwach i wrodzonej umiejętności targowania się. To samo można kupić w dobrych cenach w sklepikach w District 1, bez konieczności targowania się.

 

Practical info:

There’s a bus 109 from the Airport to District 1.

Where to stay: Saigon Inn – a great hotel if not for these dark alleys. The biggest and most amazing breakfast in the world. Great owners (especially the Mother). You can buy bus tickets and book trips there like in every hotel in Vietnam.

Boss 3 Hotel – not in the District 1, but within a walking distance. Situated by a noisy street, which makes it almost impossible to sleep at night. Despite that it was ok, but I don’t think I’d go there again.

Where to eat: there are thousands of places, so check Trip Advisor for recommendations. That’s how we found Bun Cha 145 and it was amazing.

Shopping: DON’T go to Ben Thanh Market. You can buy the same stuff in little stores in District 1 and prices are better. Without haggling.

12 Comments

  • Ewelina

    Świetna historia z tą nowo poznają parą! Uwielbiam takie momenty, kiedy czujemy, że przeznaczenie miesza nam w życiu (pozytywnie).

  • Anna

    Wiele się nasłuchałam od znajomych o Wietnamie, o różnych jego częściach, ale podoba mi się u Ciebie bardzo praktyczne podejście. A spotkanie takich ludzi na lotnisku i jeszcze mieszkanie w tym samym hotelu – to nie jest zwykły zbieg okoliczności 😉

    • Karolina | Worldwide Panda

      ja nie wytrzymałam zbyt długo. Po raz pierwszy aż tak mnie zirytowano na targu. Łapanie za rękę, krzyczenie, to za dużo jak na mnie 😉

  • Monika | Poróżowisko.pl

    Twoja historia przypomniała mi, że przeżyliśmy w Hanoi praktycznie to samo! W autobusie z lotniska poznaliśmy parę Polaków – przylecieliśmy różnymi samolotami, ale siedliśmy nieświadomie obok siebie w tym samym środku transportu. Gdy zorientowaliśmy się, że to rodacy, zaczęliśmy rozmawiać, nawiązała się nić porozumienia. Sądziłam jednak, że długo znajomość nie potrwa, bo każdy wysiądzie na swoim przystanku i tyle z tego. Jak bardzo się zdziwiłam, gdy nie dość, że wysiedliśmy razem, to jeszcze okazało się, że nocujemy w tym samym hostelu 😀

    • Karolina | Worldwide Panda

      Ale mały ten Wietnam 😀 żeby było zabawniej, nasi znajomi z HCMC mieli zarezerwowane tylko 2 noclegi w tej podróży: pierwszy w HCMC i ostatni w Hanoi. W tym samym hotelu, w którym my byliśmy 😀

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

%d bloggers like this: